wyjście
Powrót na poprzednią stronę

Szymon Drabczyk donosi:
 

Cracovia Maraton 2002:
z historią w tle i twarzą w bruk

 
Na wezwanie Roberta Korzeniowskiego pierwszy raz maratończycy zawitali do grodu Kraka (tj. Kruka – jak pisze W. Kopaliński – Kruk to imię wróżące pomyślność, osoby o ptasim imieniu często występowały w książęcych rodach słowiańskich w VII wieku). Zgłosili się tłumnie, w liczbie ponad 1000 osób, na start zjawili się już w okrojonym składzie do 777 biegaczy. O różnicy zadecydował zapewne - lęk przed upałem, koszty podróży, a u niejednego spóźniona refleksja, że raczej głupotą jest pokonywanie kolejnego maratonu w niewielkim odstępie od poprzednich dwóch, w Dębnie i Wrocławie. Najlepsze kobiety nie przyjechały, bo przewidziane dla nich nagrody były relatywnie, na przykład w porównaniu z tymi dla mężczyzn, skromne. Już przy zgłoszeniach zupełnie zawiedli Czesi, mimo że reklamowy folder zapraszał ich w rodzimym języku. No cóż 19 maja Międzynarodowy Maraton w Pradze, więc Kraków skusił tylko dwóch Czechów.
 
Mnie też skusił, chociaż nie przepadam za maratonami i ich nie kolekcjonuję jak niektórzy, zaliczający co roku kilka. Udział w Cracovia Maraton oznaczał dla mnie rywalizowanie na dystansie 42 km 195 m dopiero piąty raz życiu. Po dwuletniej przerwie. Zdecydowałem się na start bez specjalnego maratońskiego przygotowania. Od poprzedniego maratonu ani na zawodach ani na treningu nie przebiegłem dłuższego dystansu niż 25 km, nie pokonałem również w żadnym tygodniu więcej niż 60-70 km. Po prostu nie miałem ochoty. Nie zastosowałem również tym razem zalecanej diety przedstartowej. Mimo to chciałem w Krakowie, skoro się już zdecydowałem na start, pobić rekord życiowy sprzed pięciu lat: 2:50 we Wrocławiu. Można by sądzić na podstawie tego, co wyżej napisałem, że byłem wyjątkowo naiwny w swych krakowskich planach. Myślę jednak, że miałem pewne podstawy być optymistą. Brałem pod uwagę cztery w ostatnich 15 miesiącach, raczej udane, moje starty w półmaratonach, ostatnio we Wiązownej z końcowym rezultatem 1:19; ważny był także fakt, że - z małymi wyjątkami - od miesięcy zachowywałem pięciodniowy cykl treningów z obciążeniem 10-15 km dziennie plus/lub liczne starty na dystansach 3-10 km. Przy tym regularnie „piątkę” biegałem w okolicach 16 min 30 s , a „dziesiątkę” – 35 min.
 

Jak ostatecznie kalkulacje miały się do rzeczywistości? Oto moje międzyczasy i końcowy rezultat (podaję według własnego zegarka): 5km – 18:55, 10km – 38:18, 15km – 58:41, 20km – 1:19:41, 21,1km –1:24:19, 25km – 1:41:01, 30km – 2:03:47, 35km – 2:27:30,40,2km – 2:52:02, 42km 195m – 3:01:13 (wg komunikatu – 3:01:54)
Niestety żaden przyczynek do chwały. Najprostszy wniosek – zabrakło wytrzymałościowego przygotowania. Mimo jego braku, mógłbym wypaść jednak znacznie lepiej gdyby pogoda była bardziej znośna, wprawdzie pełne słońce pokazało się dopiero na drugim, jednocześnie ostatnim okrążeniu i na znacznej części trasy przed bezpośrednim słonecznym operowaniem chroniły drzewa, to moja pomaratonowa czerwona opalenizna i prawie nieustanne pragnienie podczas biegu świadczyły, że warunki były prawie tropikalne. Popełniłem też chyba błąd taktyczny biegnąc pierwszą połowę zbyt asekuracyjnie. Czas 1:20:00,byłby pewnie lepszym punktem wyjścia. Niestety nie znalazłem też na trasie partnera, z którym mógłbym trzymać równe tempo na dłuższych odcinkach. Pechowo ci, których typowałem do takiej roli, szybko nie dotrzymywali mi kroku albo szybko uciekali do przodu.
Przydarzył się mi również po raz pierwszy upadek podczas maratonu. Pokonując ostatni zakręt na Rynku Głównym, na 150 m przed metą, natknąłem się na wystającą kilkadziesiąt centymetrów na trasę nóżkę płota odgradzającego publiczność. Runąłem na kostkę jak długi. Okazało się jednak, że mogę się sam podnieść a nawet kontynuować finisz. Dostałem wielkie brawa. Na szczęście jedynym śladem upadku było niegroźne obtarcia naskórka.
 


Chciałbym jeszcze napisać o kolegach biegaczach, z którymi wybrałem się do Krakowa. Jan Krypa, rocznik 1954, po raz dziewiąty w życiu i po raz drugi (w kwietniu we Wrocławiu) w tym roku pokonał 42 km 195 m, 11 maja 2002 uzyskał czas 3:26:17 i zajął 169 miejsce, przed laty trenował lekkoatletyczną młodzież. Imponuje mi późno wieczornymi treningami w okolicach warszawskich Łazienek i nad Wisłą. Jacek Życiński, rocznik 1950, „Cracovia” był jego dziesiątym maratonem w życiu, ukończył go z czasem 3:37:48. Biega od bardzo dawna, mniej w zawodach, a przede wszystkim co rano godzinę z psem. Po problemach ze ścięgnami Achillesa zaopatrzył się w fantastycznie amortyzujące buty firmy Nike, pięta w nich umieszczona jest na widocznych cylindrycznych pęcherzach. Koneser kina francuskiego. Janusz Marciniak, rocznik 1960, był najbardziej z nas wszystkich zadowolony z uzyskanego w Krakowie rezultatu: 3:18:23, druga połowę pobiegł niewiele wolniej od pierwszej. Trenuje niezbyt dużo, cały czas po lesie. Sporo jeździ na rowerze. Franciszek Wendta, rocznik 1951, przyjechał aż z Pomorza, Kraków zobaczył pierwszy raz od czasu wycieczki szkolnej przed 30 laty. Uzyskał czas dużo gorszy niż w tym roku we Wrocławiu. Na krakowskim Rynku Głównym na mecie zjawił się po 4 godzinach i 14 min. Zwykle przed startem wspomaga się piwem, bywa – z dobrym rezultatem. Paweł Chodak, rocznik 1956, w młodości sprinter i skoczek wzwyż z pierwszą klasą sportową. Po zakończeniu kariery sportowej zaangażował się tak dalece w pracę zawodową, że w końcu z przemęczenia znalazł się w szpitalu. Po tym ostrzeżeniu postanowił zmienić swoje życie, stał się wegetarianinem, zainteresował się maratonem. W zeszłym roku w Poznaniu jeszcze nie zdołał pokonać całego dystansu, bo chwyciły go skurcze. W Cracovia Maraton, wprawdzie drugą połowę trasy przeszedł, ale zawody ukończył. Pierwszy maraton w życiu, z czasem 5:18:33. W planach wyjazd do Riccione (Włochy) na Mistrzostwa Świata Weteranów, z zamiarem wystartowania w półmaratonie i na 10km.



Cracovia Maraton w cytatach (z moimi uzupełnieniami)

O rozgrywce o zwycięstwo
„(...)Thomas Magut jako pierwszy minął metę(...).Magut przez cały czas znajdował się w czołówce, ale początkowo stawkę prowadził Białorusin Dimitrij Siwyj, później długo przewodził Kamel Kohil (Algieria), który doznał kontuzji na 23 km i obolały leżał na trawie pod Wawelem. A po nim na czele znaleźli się Magut i Julius Bitok (Kenia). Za nimi biegł Andrzej Krzyścin z Gniezna.”
”Gazeta Krakowska” 13.05.2002

Pierwsza dziesiątka wśród mężczyzn wyglądała następująco:1.Thomas Magut 2:19.24, 2. Julius Bitok(obaj Kenia) 2:19.46, 3. Andrzej Krzyścin 2:22.18, 4. Piotr Drwal (Polska) 2:22.37, 5. Siwyj 2:23.33, 6. Warren Petterson (RPA) 2:25.04, 7. Aleksandr Łabuszenko (Białoruś) 2:26.07, 8. Paul Carmo (Portugalia) 2:32.08, 9. Tomasz Chawawko (Polska) 2:33.33, 10. Sukiennik(Polska) 2:33.48.

O zwyciężczyni

„Uradowana także była Mirela Zięcina, nauczycielka z Gimnazjum 51 w Krakowie - był to jej 70 maraton - którą dopingowali na trasie jej uczniowie. Krakowianka była najszybsza w rywalizacji kobiet. Miała jednak pewne zastrzeżenia. - Za rzadko były punkty żywnościowe i wody również było mało.”
„Gazeta Krakowska” 13.05.2002

Sześć najszybszych kobiet: 1. Mirela Zięcina (Kraków) 3:02.17, 2. Anna Balosakova (Słowacja) 3:05.58, 3. Iliana Jopek 3:08.15, 4. Marta Mikołajczyk 3:24.33, 5. Alicja Banasiak 3:52.43, 6. Paulina Ruta 3:59.00

O trasie marzeń

„Od jesieni 2000 roku, kiedy w grupie kilku biegających na co dzień krakowian rozpoczęliśmy rozmowy o ożywieniu biegania w Krakowie, marzyliśmy równolegle o dwóch celach w jednym. O zorganizowaniu trasy rekreacyjnej od centrum Krakowa do Opactwa w Tyńcu. Połączenie kilkunastokilometrowa ścieżką miejskich, podmiejskich i zamiejskich nadwiślańskich krajobrazów od najpiękniejszej zachodniej strony miasta, dałoby unikalna w Europie trasę spacerową Poprowadzenie po tej trasie biegu maratońskiego, zarówno dla sportowych turystów jak i samych krakowian byłoby nadzwyczajnym wydarzeniem. Droga do tego dnia nie jest łatwa. Zorganizowanie biegu maratońskiego po centrum naszego miasta jest pierwszym do tego krokiem. Akurat stało się to możliwe dzięki wybudowaniu w roku ubiegłym dwóch mostów w centrum miasta.(...)
Że wprawdzie nie od razu zbudujemy trasę biegową naszych marzeń, ale tak to już w Krakowie od wieków bywało.”
Andrzej Madej, przewodniczący Rady Fundacji „Z biegiem Wisły”, organizatora maratonu.
Tekst z folderu Cracovia Maraton.

Opinia Edwarda Stawiarza, jednego ze spikerów zawodów, wiceprezesa PZLA, maratończyka z Olimpiady w Monachium w 1972 roku:

„- W moich czasach były takie wyniki, jakie osiągnęli najlepsi w krakowskim maratonie. Ale teraz pogoda nie była najlepsza. Na płaskiej trasie nie brakowało też pułapek. Za dużo było różnych ostrych zakrętów, które szybkich biegaczy wybijają z rytmu. Na wolnych to nie działa.”

„Gazeta Krakowska” 13.05.2002

Mówi Robert Korzeniowski, pomysłodawca, dyrektor Maratonu:

„- Pobiegnie pan w maratonie?
- Na pewno nie. Dopóki jestem zawodowcem, staruje jedynie w zawodach chodziarskich bądź imprezach promujących ten sport. Moja rola przy maratonie jest zupełnie inna. Mam nadzorować jego sprawny przebieg.
-Nie kusi pana? Pierwszy raz nie groziłaby panu dyskwalifikacja za bieg?
- Absolutnie. Powód jest banalny. Po 20 latach treningów przygotowujących do chodzenia, moje mięsnie są tak zbudowane, że nie potrafię biegać. Po ośmiu kilometrach biegu, zaczynają boleć mnie kolana, po pokonaniu piętnastu – grozi mi kontuzja. Niewykluczone jednak, że wystartuję na przykład w 10 edycji maratonu, gdy zakończę już karierę chodziarskę.”

kraków.naszemiasto.pl 9 maja 2002

Wypowiedzi prezydenta Krakowa Andrzeja Gołasia:

„Kraków nie miał dotąd dużej imprezy lekkoatletycznej, przyciągającej nie tylko miłośników biegania, ale też i firmy sponsorskie. Każde duże, szanujące się miasto europejskie ma swoją imprezę sportową. Dobrze byłoby, gdyby wizytówką Krakowa w świecie, oprócz nauki i kultury, była duża impreza masowa. Maraton ma takie szanse. Podobne biegi, choćby w Nowym Jorku, są przykładem znakomitego interesu dla miasta. Na maraton przyjeżdżają tysiące ludzi, którzy liczą nie tylko na wzruszenia sportowe – oglądają także miasto, zostawiają pieniądze w restauracjach i hotelach, a potem dzielę się wrażeniami po powrocie do swych krajów. Jest to więc element promocji miasta. A Kraków ma się czym pochwalić przed światem.

kraków.naszemiasto.pl 9 maja 2002

„- Czy i kiedy Cracovia Maraton ma szansę konkurować z takimi imprezami sportowymi, jak choćby maraton nowojorski?
- Każdy żołnierz buławę marszałkowską w tornistrze nosi. Jednak nie ma co ukrywać, że organizacja maratonu kosztuje. A Kraków nie może równać się bogactwem z Nowym Jorkiem. Z drugiej strony w Nowym Jorku nie ma ani Sukiennic ani Wawelu. To nasz mocny atut.
- Budżet maratonu to 1 mln zł. Ile z kasy miejskiej wydano na jego organizację?
- Nie ma jeszcze dokładnych szacunków, ale była to kwota około 400 tys. zł.”
(Rozmowę przeprowadziła Małgorzata Nitka)

„Gazeta Krakowska” 11-12.05.2002

Opracował Szymon Drabczyk (maj 2002)
Zdjecia: Andrzej Glistak