Mnie też skusił, chociaż nie przepadam za maratonami i ich nie kolekcjonuję jak
niektórzy, zaliczający co roku kilka. Udział w Cracovia Maraton oznaczał dla
mnie rywalizowanie na dystansie 42 km 195 m dopiero piąty raz życiu. Po
dwuletniej przerwie. Zdecydowałem się na start bez specjalnego maratońskiego
przygotowania. Od poprzedniego maratonu ani na zawodach ani na treningu nie
przebiegłem dłuższego dystansu niż 25 km, nie pokonałem również w żadnym
tygodniu więcej niż 60-70 km. Po prostu nie miałem ochoty. Nie zastosowałem
również tym razem zalecanej diety przedstartowej. Mimo to chciałem w Krakowie,
skoro się już zdecydowałem na start, pobić rekord życiowy sprzed pięciu lat:
2:50 we Wrocławiu. Można by sądzić na podstawie tego, co wyżej napisałem, że
byłem wyjątkowo naiwny w swych krakowskich planach. Myślę jednak, że miałem
pewne podstawy być optymistą. Brałem pod uwagę cztery w ostatnich 15 miesiącach,
raczej udane, moje starty w półmaratonach, ostatnio we Wiązownej z końcowym
rezultatem 1:19; ważny był także fakt, że - z małymi wyjątkami - od miesięcy
zachowywałem pięciodniowy cykl treningów z obciążeniem 10-15 km dziennie
plus/lub liczne starty na dystansach 3-10 km. Przy tym regularnie „piątkę”
biegałem w okolicach 16 min 30 s , a „dziesiątkę” – 35 min.
 |
 |
Jak ostatecznie kalkulacje miały się do rzeczywistości? Oto moje międzyczasy i
końcowy rezultat (podaję według własnego zegarka): 5km – 18:55, 10km – 38:18,
15km – 58:41, 20km – 1:19:41, 21,1km –1:24:19, 25km – 1:41:01, 30km – 2:03:47,
35km – 2:27:30,40,2km – 2:52:02, 42km 195m – 3:01:13 (wg komunikatu – 3:01:54)
Niestety żaden przyczynek do chwały. Najprostszy wniosek – zabrakło
wytrzymałościowego przygotowania. Mimo jego braku, mógłbym wypaść jednak
znacznie lepiej gdyby pogoda była bardziej znośna, wprawdzie pełne słońce
pokazało się dopiero na drugim, jednocześnie ostatnim okrążeniu i na znacznej
części trasy przed bezpośrednim słonecznym operowaniem chroniły drzewa, to moja
pomaratonowa czerwona opalenizna i prawie nieustanne pragnienie podczas biegu
świadczyły, że warunki były prawie tropikalne. Popełniłem też chyba błąd
taktyczny biegnąc pierwszą połowę zbyt asekuracyjnie. Czas 1:20:00,byłby pewnie
lepszym punktem wyjścia. Niestety nie znalazłem też na trasie partnera, z którym
mógłbym trzymać równe tempo na dłuższych odcinkach. Pechowo ci, których
typowałem do takiej roli, szybko nie dotrzymywali mi kroku albo szybko uciekali
do przodu.
Przydarzył się mi również po raz pierwszy upadek podczas maratonu. Pokonując
ostatni zakręt na Rynku Głównym, na 150 m przed metą, natknąłem się na wystającą
kilkadziesiąt centymetrów na trasę nóżkę płota odgradzającego publiczność.
Runąłem na kostkę jak długi. Okazało się jednak, że mogę się sam podnieść a
nawet kontynuować finisz. Dostałem wielkie brawa. Na szczęście jedynym śladem
upadku było niegroźne obtarcia naskórka.
 |
 |
Chciałbym jeszcze napisać o kolegach biegaczach, z którymi wybrałem się do
Krakowa. Jan Krypa, rocznik 1954, po raz dziewiąty w życiu i po raz drugi (w kwietniu
we Wrocławiu) w tym roku pokonał 42 km 195 m, 11 maja 2002 uzyskał czas 3:26:17
i zajął 169 miejsce, przed laty trenował lekkoatletyczną młodzież. Imponuje mi
późno wieczornymi treningami w okolicach warszawskich Łazienek i nad Wisłą.
Jacek Życiński, rocznik 1950, „Cracovia” był jego dziesiątym maratonem w życiu,
ukończył go z czasem 3:37:48. Biega od bardzo dawna, mniej w zawodach, a przede
wszystkim co rano godzinę z psem. Po problemach ze ścięgnami Achillesa
zaopatrzył się w fantastycznie amortyzujące buty firmy Nike, pięta w nich
umieszczona jest na widocznych cylindrycznych pęcherzach. Koneser kina
francuskiego. Janusz Marciniak, rocznik 1960, był najbardziej z nas wszystkich
zadowolony z uzyskanego w Krakowie rezultatu: 3:18:23, druga połowę pobiegł
niewiele wolniej od pierwszej. Trenuje niezbyt dużo, cały czas po lesie. Sporo
jeździ na rowerze. Franciszek Wendta, rocznik 1951, przyjechał aż z Pomorza,
Kraków zobaczył pierwszy raz od czasu wycieczki szkolnej przed 30 laty. Uzyskał
czas dużo gorszy niż w tym roku we Wrocławiu. Na krakowskim Rynku Głównym na
mecie zjawił się po 4 godzinach i 14 min. Zwykle przed startem wspomaga się
piwem, bywa – z dobrym rezultatem. Paweł Chodak, rocznik 1956, w młodości
sprinter i skoczek wzwyż z pierwszą klasą sportową. Po zakończeniu kariery
sportowej zaangażował się tak dalece w pracę zawodową, że w końcu z przemęczenia
znalazł się w szpitalu. Po tym ostrzeżeniu postanowił zmienić swoje życie, stał
się wegetarianinem, zainteresował się maratonem. W zeszłym roku w Poznaniu
jeszcze nie zdołał pokonać całego dystansu, bo chwyciły go skurcze. W Cracovia
Maraton, wprawdzie drugą połowę trasy przeszedł, ale zawody ukończył. Pierwszy
maraton w życiu, z czasem 5:18:33. W planach wyjazd do Riccione (Włochy) na
Mistrzostwa Świata Weteranów, z zamiarem wystartowania w półmaratonie i na 10km.
|
Cracovia Maraton w cytatach (z moimi uzupełnieniami)
O rozgrywce o zwycięstwo
„(...)Thomas Magut jako pierwszy minął metę(...).Magut przez cały czas znajdował
się w czołówce, ale początkowo stawkę prowadził Białorusin Dimitrij Siwyj,
później długo przewodził Kamel Kohil (Algieria), który doznał kontuzji na 23 km
i obolały leżał na trawie pod Wawelem. A po nim na czele znaleźli się Magut i
Julius Bitok (Kenia). Za nimi biegł Andrzej Krzyścin z Gniezna.”
”Gazeta Krakowska” 13.05.2002
Pierwsza dziesiątka wśród mężczyzn wyglądała następująco:1.Thomas Magut 2:19.24,
2. Julius Bitok(obaj Kenia) 2:19.46, 3. Andrzej Krzyścin 2:22.18, 4. Piotr Drwal
(Polska) 2:22.37, 5. Siwyj 2:23.33, 6. Warren Petterson (RPA) 2:25.04, 7.
Aleksandr Łabuszenko (Białoruś) 2:26.07, 8. Paul Carmo (Portugalia) 2:32.08, 9.
Tomasz Chawawko (Polska) 2:33.33, 10. Sukiennik(Polska) 2:33.48.
O zwyciężczyni
„Uradowana także była Mirela Zięcina, nauczycielka z Gimnazjum 51 w Krakowie -
był to jej 70 maraton - którą dopingowali na trasie jej uczniowie. Krakowianka
była najszybsza w rywalizacji kobiet. Miała jednak pewne zastrzeżenia. - Za
rzadko były punkty żywnościowe i wody również było mało.”
„Gazeta Krakowska” 13.05.2002
Sześć najszybszych kobiet: 1. Mirela Zięcina (Kraków) 3:02.17, 2. Anna
Balosakova (Słowacja) 3:05.58, 3. Iliana Jopek 3:08.15, 4. Marta Mikołajczyk
3:24.33, 5. Alicja Banasiak 3:52.43, 6. Paulina Ruta 3:59.00
O trasie marzeń
„Od jesieni 2000 roku, kiedy w grupie kilku biegających na co dzień krakowian
rozpoczęliśmy rozmowy o ożywieniu biegania w Krakowie, marzyliśmy równolegle o
dwóch celach w jednym. O zorganizowaniu trasy rekreacyjnej od centrum Krakowa do
Opactwa w Tyńcu. Połączenie kilkunastokilometrowa ścieżką miejskich,
podmiejskich i zamiejskich nadwiślańskich krajobrazów od najpiękniejszej
zachodniej strony miasta, dałoby unikalna w Europie trasę spacerową
Poprowadzenie po tej trasie biegu maratońskiego, zarówno dla sportowych turystów
jak i samych krakowian byłoby nadzwyczajnym wydarzeniem. Droga do tego dnia nie
jest łatwa. Zorganizowanie biegu maratońskiego po centrum naszego miasta jest
pierwszym do tego krokiem. Akurat stało się to możliwe dzięki wybudowaniu w roku
ubiegłym dwóch mostów w centrum miasta.(...)
Że wprawdzie nie od razu zbudujemy trasę biegową naszych marzeń, ale tak to już
w Krakowie od wieków bywało.”
Andrzej Madej, przewodniczący Rady Fundacji „Z biegiem Wisły”, organizatora
maratonu.
Tekst z folderu Cracovia Maraton.
Opinia Edwarda Stawiarza, jednego ze spikerów zawodów,
wiceprezesa PZLA, maratończyka z Olimpiady w Monachium w 1972 roku:
„- W moich czasach były takie wyniki, jakie osiągnęli najlepsi w krakowskim
maratonie. Ale teraz pogoda nie była najlepsza. Na płaskiej trasie nie brakowało
też pułapek. Za dużo było różnych ostrych zakrętów, które szybkich biegaczy
wybijają z rytmu. Na wolnych to nie działa.”
„Gazeta Krakowska” 13.05.2002
Mówi Robert Korzeniowski, pomysłodawca, dyrektor Maratonu:
„- Pobiegnie pan w maratonie?
- Na pewno nie. Dopóki jestem zawodowcem, staruje jedynie w zawodach
chodziarskich bądź imprezach promujących ten sport. Moja rola przy maratonie
jest zupełnie inna. Mam nadzorować jego sprawny przebieg.
-Nie kusi pana? Pierwszy raz nie groziłaby panu dyskwalifikacja za bieg?
- Absolutnie. Powód jest banalny. Po 20 latach treningów przygotowujących do
chodzenia, moje mięsnie są tak zbudowane, że nie potrafię biegać. Po ośmiu
kilometrach biegu, zaczynają boleć mnie kolana, po pokonaniu piętnastu – grozi
mi kontuzja. Niewykluczone jednak, że wystartuję na przykład w 10 edycji
maratonu, gdy zakończę już karierę chodziarskę.”
kraków.naszemiasto.pl 9 maja 2002
Wypowiedzi prezydenta Krakowa Andrzeja Gołasia:
„Kraków nie miał dotąd dużej imprezy lekkoatletycznej, przyciągającej nie
tylko miłośników biegania, ale też i firmy sponsorskie. Każde duże, szanujące
się miasto europejskie ma swoją imprezę sportową. Dobrze byłoby, gdyby wizytówką
Krakowa w świecie, oprócz nauki i kultury, była duża impreza masowa. Maraton ma
takie szanse. Podobne biegi, choćby w Nowym Jorku, są przykładem znakomitego
interesu dla miasta. Na maraton przyjeżdżają tysiące ludzi, którzy liczą nie
tylko na wzruszenia sportowe – oglądają także miasto, zostawiają pieniądze w
restauracjach i hotelach, a potem dzielę się wrażeniami po powrocie do swych
krajów. Jest to więc element promocji miasta. A Kraków ma się czym pochwalić
przed światem.
kraków.naszemiasto.pl 9 maja 2002
„- Czy i kiedy Cracovia Maraton ma szansę konkurować z takimi imprezami
sportowymi, jak choćby maraton nowojorski?
- Każdy żołnierz buławę marszałkowską w tornistrze nosi. Jednak nie ma co
ukrywać, że organizacja maratonu kosztuje. A Kraków nie może równać się
bogactwem z Nowym Jorkiem. Z drugiej strony w Nowym Jorku nie ma ani Sukiennic
ani Wawelu. To nasz mocny atut.
- Budżet maratonu to 1 mln zł. Ile z kasy miejskiej wydano na jego organizację?
- Nie ma jeszcze dokładnych szacunków, ale była to kwota około 400 tys. zł.”
(Rozmowę przeprowadziła Małgorzata Nitka)
„Gazeta Krakowska” 11-12.05.2002
|
Opracował Szymon Drabczyk (maj 2002)
Zdjecia: Andrzej Glistak
|