wyjście
Powrót na poprzednią stronę

Szymon Drabczyk donosi:



 

Opinogóra – Ciechanów:
15 km, upał, trochę drzew

Na stadion MOSiR, do miasta nad Łydynią (niewybredni żartownisie głoszą, że nazwa rzeki to skrót od okrzyku gawiedzi oglądającej księżnę mazowiecką w kąpieli – „łydy jak dynie”) w niedziele 7 lipca 2002 roku przebyło na XXII Ciechanowską Piętnastkę ponad stu biegaczek i biegaczy. Prezes Klubu Biegacza przy Miejskim Ognisku TKKF „Promyk” Zenon Lewandowski, główny organizator, z jednej strony ucieszył się, że to aż ponad 25 osób więcej niż w poprzednim roku, z drugiej - zmartwił, bo przygotował tylko 100 medali. Przepraszając tłumaczył, że trudno było przewidzieć tak liczną obecność biegaczy; przed dniem startu zgłosiło się tylko 40 osób, z czego tylko cztery zapłaciły wpisowe.

Ze stadionu dwadzieścia minut przed 11-tą wyruszył autobus, który przy panującym upale i ścisku zamienił się w przewoźną saunę. Dobrze, że to pełnia lata i nikt dla rozgrzania mięśni nie wysmarował się ben gayem. Po „saunie” rozgrzewka wydawała się zbędna, ale dobre przyzwyczajenie robi swoje i biegacze rozpierzchli się w pobliżu miejsca startu we wszystkie strony odmieniając zupełnie banalny pejzaż lokalnej szosy. Początek trasy znajduje się bowiem na około kilometr przed miejscowością Opinogóra. Zanim nastąpił start, kto spostrzegawczy mógł podziwiać piękne nogi cyklistki, która przyjechała przyjrzeć się inauguracji imprezy i towarzyszyć jej pierwszym kilometrom: po prostu kolarska Kylie Minogue – a mówi się, że uprawianie sportu deformuje kobiece kształty, w tym wypadku na pewno nie.

Jeszcze tylko dopisano do listy startowej spóźnialskiego i bieg ruszył. Czułem początkowo ociężałość w nogach, więc zacząłem wolniej niż zwykle. Pocieszałem się, że przede mną jeszcze prawie 15 km - nogi mogą się rozruszać. Usprawiedliwić też się mogłem panującą spiekotą. Czołówka poszła szybko do przodu. Przede mną mogło być (niestety aż) 15-20 osób. Rozejrzałem się po najbliżej mnie biegnących. Bardzo źle nie było. Mirosław Wilkowski z Ostrołęki wprawdzie mnie wyprzedzał, ale tylko kilka, czasami kilkanaście metrów. Z tym, od dawna znanym mi rywalem, zwłaszcza z rozgrywek Grand Prix Ciechanowa, w ubiegłych sezonach tylko wyjątkowo udawało mi się wygrać, nigdy na „Ciechanowskiej „15””;dwa lata temu pobiegł szybciej ode mnie o 7 sekund. Ale ostatnio - ku mojemu zdziwieniu – z Mirkiem wygrywałem dość wyraźnie. W zasięgu niezbyt wytężonego wzroku byli też wyżej notowani ode mnie bracia Piechni, którzy widocznie także zaczęli wolno. Później, choć wyprzedzili mnie (najpierw żwawo młodszy Włodek, potem Andrzej), to nie odeszli mi zbyt daleko.
 
Minęliśmy zabudowania Opinogóry. Trasa wiedzie u stóp parku krajobrazowego z XIX wieku, gdzie ponad wierzchołki drzew wystaje wieża neogotyckiego zameczku. Dziś mieści się w nim Muzeum Romantyzmu, w którym najwięcej miejsca poświęcono poecie i dramatopisarzowi Zygmuntowi Krasińskiemu. Jego 190 rocznica urodzin przypada właśnie w tym roku. Zygmunt Krasiński spędzał w Opinogórze, w domu rodzinnym, młodość, a w 1843 roku otrzymał tę posiadłość od ojca w prezencie ślubnym. W niektórych jego utworach (np. w „Nie-boskiej komedii”) można znaleźć ślady realiów opinogórskich. Przy okazji którejś z wcześniejszych edycji „Ciechanowskiej „15”” – jak pamięta Ania Karłowicz, weteranka wśród uczestniczek biegu - organizatorzy umożliwili biegaczom specjalne zwiedzanie urokliwego zameczku i parku, w którym - jak z kolei ja pamiętam z licealnej wycieczki - jest kamień, gwarantujący ponoć szczęście w miłości tym, którzy na nim usiądą.

W przypadku biorących udział w tegorocznej, XXII „15” o żadnym siadaniu nie mogło być mowy, muzeum z trasy było ledwie widoczne, a opinogórskie realia, z którymi przyszło się spotkać to pagórkowaty teren, znajdujący odbicie w trudnej konfiguracji pięciokilometrowego, pierwszego odcinka trasy. Pokonałem go w czasie 18 min 40 s. Dostałem od żołnierzy trochę wody w kubku. Później dowiedziałem się, że - z niezrozumiałych także dla Zenka Lewandowskiego przyczyn - dla ostatnich z ponad stuosobowej stawki jej już nie starczyło.

Po pięciu kilometrach Mirek Wilkowski już był za mną. Moim celem następnym do osiągnięcia stało się dogonienie dwóch biegaczy w pomarańczowych koszulkach. Już na starcie zauważyłem, że ”pomarańczowych” przyjechała spora grupa. Z ich koszulek można było odczytać, że to reprezentacja UKS Filippides z Trzemeszna. Raczej mogłem być pewien, że wśród nich musi być jakiś dobry czterdziestolatek, więc zawodnik z mojej kategorii. Typowałem, że to przynajmniej jeden z tych dwóch, których widziałem przed sobą. W pewnym momencie pierwszej części trasy miałem do nich nawet z 400 m straty. Ale nie traciłem nadziei. Liczyłem na to, że dali się na początku porwać mocnej, z licznymi profesjonalistami w składzie, czołówce, ale nie wytrzymają tak silnego tempa, osłabną pod pręgierzem palącego słońca. Nie pomyliłem się. Musiałem być jednak bardzo cierpliwy, starałem się wyśrubować, a przynajmniej nie spowalniać własnego tempa. W upale, wprawdzie takim samym dla wszystkich, nie było to łatwe. Starałem się jak najczęściej, najdłużej biec w cieniu drzew, których niemało rośnie przy trasie Opinogóra – Ciechanów. Na 10 km znowu napiłem się wody i polałem nią sobie głowę.

Jeśli chodzi o „pomarańczowych”, sytuacja zaczęła się rozwijać po mojej myśli. Jeden z pary wyraźnie osłabł i miałem go już z głowy. Jednak wyglądał mi na kogoś z młodszej kategorii wiekowej. Sprawa drugiego „pomarańczowego” nie była taka prosta – miałem go przed sobą, ale dystans do niego skracałem bardzo powoli, to ciągle było 50-60 metrów.
W międzyczasie dogonił mnie i szybko wyprzedził dobry mój znajomy z tras biegowych Dariusz Wędrowski, trzydziestosiedmiolatek, nauczyciel historii ze Szczytna. Domyśliłem się, że dla niego start w „15”, to treningowe przetarcie przed Maratonem Juranda, organizowanym w jego rodzinnym mieście dwa tygodnie później. Darek, gdy mnie mijał, potwierdził moje przypuszczenia. – „Normalnie miałbym już czas o dwie minuty lepszy” – odkrzyknął.

Niedługo po przebiegnięciu 10 km pojawiła się tablica drogowa z napisem „Ciechanów”, dobry znak, że już jesteśmy w granicach miasta. Wiedziałem, że do mety na stadionie jeszcze daleko, ale z każdym stumetrowym odcinkiem przecież coraz bliżej, zwłaszcza, że trasa zaczęły prowadzić z odczuwalnym spadkiem w dół. „Pomarańczowy” wciąż był przede mną. Postanowiłem się sprężyć – wydłużyć krok, przyśpieszyć tempo. Dało to rezultat. U końca długiego zbiegu miałem go już tuż-tuż. Mógł być czterdziestolatkiem, ale pewności nie miałem. On również dawno mnie zauważył i wyraźnie zaniepokoił się moimi poczynaniami. Postanowiłem go z wyprzedzić i możliwie szybkim odskokiem zniechęcić do pogoni za mną. Taktyka prawdopodobnie by się powiodła, gdy do mety nie było jeszcze 2,5 km tylko kilometr. Niestety trochę wyczerpany ponad pięciokilometrowym bezpośrednim gonieniem rywala, nie zdołałem utrzymać wysokiego tempa. Kolega z Trzemeszna schronił się na trochę za moimi plecami i na małym podbiegu mi odszedł na kilka metrów, których nie udawało mi się już nadrobić. Gdybym rozsądniej ocenił odległość do mety i nie wyprzedzał go od razu, tylko się jego przytrzymał, mógłbym pewnie zebrać siły na końcówkę i pokonać go. Nawet mógłbym zawalczyć jeszcze z Włodkiem Piechną, którego właściwie przez całą trasę nie widziałem, tak wyrwał do przodu, ale teraz przeżywał kryzys, dał się wyprzedzić starszemu bratu i w pewnym momencie był już tylko jakieś 10 metrów przede mną i moim rywalem z UKS Filippides. Stadion z metą był już jednak bardzo blisko i nic już się nie zmieniło. Miałem obawy, czy znajdę się na podium w swojej kategorii. Pierwszy na pewno był Wojtek Więckowski, który nadal jest w profesjonalnej formie. Na metę przybiegłem jako siedemnasty w open (według komunikatu mój czas: 55:30), przegrałem z – prawdopodobnie – czterdziestolatkiem z Trzemeszna, a przecież jeszcze mogłem nie wiedzieć o kimś w moim wieku, kto biegł w tak licznej grupie przede mną. Na szczęście spiker rozwiał ostatecznie moje obawy. Przy dekoracji na szczycie stanął Wojciech Więckowski (Legia Warszawa), niżej Damian Chmielewski (UKS Filippides Trzemeszno) i na trzecim miejscu – ja.

Na podium dla zwycięzców całego biegu na najwyższym stopniu znalazł się Dariusz Wieczorek (Legia Warszawa, czas: 46 min 41s wg komunikatu, jednak własne zegarki biegaczy pokazywały o 30 s gorsze rezultaty, ale chyba nawet przy tej poprawce wynik Darka to rekord trasy). Drugi był Piotr Prusik (Olsztyn, czas: 46:49),a trzeci Sławomir Kąpiński (Płock, czas: 48:19). W ten sposób Darek Wieczorek odniósł już czwarte z rzędu, a piąte w ogóle zwycięstwo w lipcowej ciechanowskiej imprezie. W jego relacji, nie przyszło ono mu tak bardzo trudno, choć miał za rywali kilku zawodników należących od lat do czołówki biegaczy w Polsce. Na trasie do 6 km prowadził narzucając ostre tempo Kąpiński (w 1996 r. uzyskał w maratonie w Pekinie czas: 2:13:46), Darek jednak nie miał problemów, żeby temu tempu sprostać. Po 6 km stało się jasno, że Piotr Prusik (w 1995 r. – 2:15:23 w Wiedniu) i Darek rozstrzygną między sobą walkę o pierwsze miejsce. Biegli razem, Darek ciągle czuł w sobie rezerwy, zaatakował tuż przed stadionem i z niedużą, ale jednak wyraźną przewagą wygrał. Dla Darka to zwycięstwo było dobrym prognostykiem przed ważnym startem we Francji na dystansie 22 km, zaplanowanym na druga połowę lipca.






Wśród kobiet tryumfowała Agnieszka Sypek (Warszawa, czas: 59:51) wyprzedając o minutę Martę Mikołajczak (KB Reebok Warszawa) i – z wielką już przewagą – Izabelę Krzynę (AKB Szczytno, czas: 1:10:56).











Ostatni przybiegł na stadion Zbigniew Błaszczak (KB Reebok Warszawa, czas:1:55:56), który zawsze  witany jest z ulgą przez sędziów (wiadomo, że to już koniec biegu) i brawami przez publiczność. Tym razem brawa były szczególnie gromkie, bo pan Zbyszek zdobył się na ostatnich metrach na prawdziwy sprint. Brawa były też szczególnie zasłużone, ze względu na warunki rozgrywania biegu. Pan Zbyszek, który dobiega siedemdziesiątki, miał za sobą prawie dwie godziny(!) przebywania na słońcu w porze południa.










Wielkie uznanie należy się także niepełnosprawnym ( klub Cross Warszawa), którzy licznie stanęli na starcie i dobiegli w komplecie na metę XXII Ciechanowskiej „15”. Wzorowo w roli przewodniczki sprawdziła się Dorota Smarkala (KB Reebok Warszawa), która – pokonując trasę o tylko ograniczonym ruchu samochodów – z powodzeniem prowadziła niewidomego matematyka dr Ryszarda Sawę. Zajął on drugie miejsce w kategorii Sprawni Inaczej (czas: 1:14:30).

Zawody w Ciechanowie zakończyła część składająca się z licznych dekoracji ( np. wyróżniono najlepszego uczestnika biegu wśród członków TKKF, najlepszych biegaczy z powiatu ciechanowskiego) i losowania nagród wśród wszystkich, którzy wzięli udział w biegowej imprezie. Ja wracałem z Ciechanowa z dyplomem, zestawem kosmetyków i medalem. W napisie na medalu znalazł się błąd, literówka, zamiast „Opinogóra”, napisano „Opiniogóra”. Na pewno nie służy to – nomen omen – dobrej opinii zakładu medalierskiego, który zamówienie wykonał, a kto wie, może za kilkadziesiąt lat będzie to rarytas dla kolekcjonerów okazjonalnych medali.

Wyniki biegu: Opinogóra-Ciechanów. (udostępnione przez Zenka Lewandowskiego)
 
Opracował Szymon Drabczyk (lipiec 2002)
Zdjęcia: Adrian Kamiński, Włodzimierz Kwaśniewski, Ziutek Woźniak