|
Szymon Drabczyk donosi z Niemiec:
|
||
|
Powrót na poprzednią stronę
|
Korespondencja z Darmstadt (II)
|
|
|
Na starcie udało mi się ustawić już w drugim szeregu.
Miałem okazję z bliska obserwować faworytów, których przedstawiono na początku.
Oczywiście ja się do nich nie zaliczałem. Moje marzenia sięgały wyniku 1h 15 min,
co przy moim dotychczasowym rekordzie życiowym z Półmaratonu w Wiązownie
1:19:20, wyglądało mało odpowiedzialnie. Liczyłem jednak na korzystną
pogodę, mój wynik z grudnia 2000 na 10 km - 33 min.58 sek. oraz forsowne
leśne treningi w Darmstadt. Praktycznie w Półmaratonie Frankfurckim mogłem
nawiązać walkę - w cudzysłowiu - tylko ewentualnie z czołówką kobiet.
Jak się okazało - zrelizowanie mojego ambitnego czasowego planu
pozwoliłoby mi nawet wyprzedzić pierwszą kobietę i znaleźć się w pierwszej
dwudziestce w klasyfikacji open.
Pierwsze cztery kilometry starałem się dotrzymać kroku faworytce z najniższym wśród kobiet numerem startowym na piersiach. Miała towarzysza wspomagającego, który biegł z nią ramię w ramię, czasami rozglądał się do tyłu wyglądając konkurentek. Zauważyłem u niej już na starcie "kosmiczne" buty, na pewno Adidasa, bo nawet w zgłoszeniu napisała, że reprezentuje tą firmę. Buciki białe w stalowego koloru pasy, niskie, całkowicie opływowe, po środku tylko suwaczek, nawet nie miała do czego przymocować chipa, przykleiła go na plaster. Nie wiem,czy jakby przy dużym deszczu go zgubiła, to miałoby to jakieś znaczenie. Faworytka, która została też zwycieżczynią, o której właśnie piszę to Marleen Renders (rocznik 1968), mieszka chyba w Holandii, ale występowała w reprezentacji Belgii. W zeszłym roku wygrała maraton w Paryżu 9 kwietnia, z czasem - 2:23:43. Jej rekord na 10 km też z zeszłego roku - 31:03:60, a w półmaratonie - 1:09:29. Jednak w Sydney w maratonie po 25 km zeszła z trasy, a później miała bardzo poważną operację. W sobotę 3 marca 2001 roku we Frankfurckim Półmaratonie uzyskała: 1h 16 min. 18 sek. Ze słabego względnie wyniku (rekord trasy - Pamela Chepehumba, z Kenii : 1:11:07), dającego jej jednak bez problemów zwycięstwo, była więc zadowolona. Druga na mecie była z czasem - 1:17:20, specjalistka od superdługich dystansów, Maria Bak (rocznik 1959) z Bawarii, też kobieta z historią, także z plamą dwuletniej dyskwalifikacji za zażywanie anabolików (dzięki nim - jak się później wydało - mogła poprawić swój wynik w biegu na 100 km w Winschott w 1997 roku, w odstępie roku z 7:30:32 na 7:06:55). Z Maria Baka próbowałem rywalizować, gdy mnie wyprzedzała w okolicach 12 km, ale ona wyprzedzała, a ja słabłem. Trzecia we Frankturcie była ładna Nicole Leder (rocznik 1971) z Darmstadt, z czasem już sporo słabszym od mojego - 1:19:49. Zwycięzców w kategorii mężczyzn mogłem obserwować tylko przez pierwsze kilometry, z coraz większej oddali. Na starcie stali prawie obok mnie - czarnoskórzy , filigranowi, bohatersko w krótkich spodenkach i podkoszulkach, chociaż spiker poinformował, że dopiero dzień wcześniej prosto z afrykańskiej spiekoty pojawili się na Frankfurckim Lotnisku. Nie należą do pierwszego garnituru biegaczy Czarnego Kontynentu. Ale Frankfurcki Półmaraton wygrali w tym roku w cuglach. Jak dowiedziałem się z podanych międzyczasów, biegnący w parze Julius Martim z Kenii i Daniel Andrea Sipe z Tanzanii (obaj rocznik 1980) na dziesiątym kilometrze z czasem 31:54 mieli bez dwóch sekund dwie minuty przewagi nad goniącym ich Niemcem. Ostatecznie Julius Martim wygrał z czasem 1:04.58 ( do rekordu trasy Isaaca Chemobo 1:01:45 daleko), drugi Sipe - 1:05:36, trzeci Lothar Leder, z Darmstadt - 1:11:42 (różnica klasy, ale Leder jest triatlonistą). Nagradzano jedynie po sześć osób w klasyfikacji mężczyzn i kobiet. Nie ujawniano wysokości nagród pieniężnych. Sądząc po czołowej obsadzie nie były specjalnie przyciągające. Klasyfikacja w kategoriach wiekowych była prowadzona, ale bez nagród, nawet dyplomów. Ja ostatecznie przybiegłem na metę przed główną trybuną Waldstadionu w 1 godzinę 18 min. 50 sek. po starcie. Dało mi to 42 pozycję w ogólnej klasyfikacji, w swojej kategorii, 40-45 lat byłem dopiero 11. Ogółem do mety na historyczny Waldstadion, na którym rozgrywa stale swe mecze Eintracht Frankfurt, dobiegło 1752 biegaczy. Ostatni pięćdziesięcioletni uczestnik - w czasie 2:35:57. W jego wypadku różnica między czasem mierzonym od sygnału startera a czasem mierzonym z pomocą chipa wyniosła 1 min 43 sek, w moim przypadku (i czołówki) - jedną sekundę. Za chip obowiązywała kaucja 50 DM i opłata 5 DM. Wielu biegaczy posiada własne chipy, więc płaciło tylko startowe 16 DM (w dniu startu o 5 DM droższe). Za dyplom-świadectwo z wynikiem trzeba zapłacic 5 DM, za przesłanie wyników (wywieszone były w godzinę po biegu i następnego dnia dostępne w internecie) dodatkowe 5 DM. Firma fotoraficzna oferuje zdjęcia z mety i z trasy każde po 16 DM, jednak po ich nadesłaniu można się przez 14 dni decydować, czy chce się je mieć na stałe i wtedy trzeba koniecznie zapłacić. Nie dostaje się żadnych upominków od organizatorów. Punkt z herbatą był na 10 i 20 km, na mecie herbata bez ograniczeń i półlitrowa butelka napoju jabłkowego dla każdego biegacza. Trasa biegu - dwie rundy, przy tym druga krótsza o 2-3 km - biegła przede wszystkim po asfalcie, ale też po części (2-3 km) gruntowymi, utwardzonymi leśnymi drogami. Dwie spore górki na każdej rundzie do pokonania. Publiczności prawie wcale, bo trasa leśna, z przekraczaniem po wiadukcie niezwykle szerokiej autostrady prowadzącej do jednego z największych w Europie Frankfurckiego Lotniska - widok z góry jak z amerykańskich filmów. Sądząc po liście startowej prawie nie było uczestników z Europy Środkowej i Wschodniej. Oprócz siebie znalazłem jeszcze tylko jednego Polaka - Romana Maciaszczyka (rocznik 1969) z Oławy, z niskim numerem startowym -"11", ale kończącym bieg na 381 pozycji, z czasem 1:34:32. Do biegu zgłosiłem się za pomocą internetu korzystając ze strony organizatora imprezy: stowarzyszenia Spiridon Frankfurt e.V." Stowarzyszenie to organizuje jeszcze kilka dużych imprez biegowych we Frankfurcie. Na przykład tradycyjnie w sylwestra na trasie półmaratonu, 10 kilometrowy bieg, w którym ostatnio uczestniczyło 2200 osób. Z Waldstadionu wracałem zadowolony. Bieg ukończyłem w dobrej formie z rekordem życiowym, biegłem przy ładnej pogodzie, w leśnej scenerii i w dobrym towarzystwie, a że nie uzyskałem wymarzonego rezultatu - trudno. Pozdrawiam Wszystkie Koleżanki i Wszystkich Kolegów Biegaczy |
||