|
Szymon Drabczyk donosi z Niemiec:
|
||
|
Powrót na poprzednią stronę |
||
|
Korespondencja z Niemiec (VIII)
|
|
|
W ten upalny wtorek nie bylo inaczej. Pierwszy - srodmiejska, z
unikatowa czternastostopniowa wspinaczka po schodach,zlozona z siedmiu
okrazen - trase 7535 metrow pokonal Kenijczyk Laban Chege (czas: 21:10),
drugi byl Tendai Chimusasa z Tanzanii, trzeci - Kenijczyk Hosea Kipkur
Kongo.W pierwszej pietnastce znalazlo sie dziewieciu kenijskich zawodnikow.
Na drugim miejscu w tej klasyfikacji narodowej znalezli sie Polacy.W
Niemczech, w Darmstadt nie jest to nic nowego. Od wielu lat w szczycie
sezonu biegow ulicznych tak na trasie profesjonalnych biegaczy z Afryki, jak i
z nad Wisly znajduja sie zasobne niemieckie miasta. Rywalizacja z
Kenijczykami nie jest latwa. Od czasu do czasu udaje sie jednak naszym
najlepszym nawiazac walke. A nawet wygrac.
Ostatnio, w poprzednim tygodniu, taka nie lada sztuka udala sie Waldemarowi Glince, ktory efektownym zwyciestwem w biegu nocnym w Brunszwiku przelamal rownie wieloletnia jak w "Cup da Franco" hegemonie biegaczy z Afryki. Waldemar Glinka zjawil sie wraz Kenijczykami rowniez w Darmstadt.Pokazana blyskotliwa forma w Brunszwik pozwalala liczyc na walke takze tu o zwyciestwo. Kenijczycy jednak docenili zagrozenie i pobiegi z wyrachowaniem. Po pierwszych czerystu metrach Glinka, jak bylo widac po minie, troche wbrew wczesniejszym zalozeniom, prowadzil.Afrykanczycy byli tuz kolo niego i odczekali troche, zanim rozpoczeli koalicyjny atak. Okazalo sie,ze przy ich zespolowej taktyce i przy panujacym upale sa nie do pokonania. Wygladali jak wielonoga rozpedzona maszyna, ktora bezlitosnie pokonuje dystans do mety. Trzykrotny wczesniejszy uczestnik darmstadzkiego Biegu Asow, Dariusz Wieczorek, tym razem zrezygnowal z pogoni, zszedl z trasy.Czul jeszcze w nogach polmaraton w Trewirze, gdzie dotrzymal kroku Afrykanczykom i z dobrym czasem 1 godz. 6 min. byl trzeci.Nie zrezygnowali calkowicie z pogoni w Darmstadt oprocz Waldemara Glinki, Michal Bartoszak i Leszek Beblo.Ostatecznie dwoch pierwszych znalazlo sie w pierwszej dziesiace. Leszek Beblo zamknal pietnastke.Marka Glinke (czas: 21:30)w walce o czwarta lokate, wyprzedzil o dwie sekundy, Niemiec Thomas Gregor. Michal Bartoszak zajal siodme miejsce. W biegu glownym kobiecym reprezentowala nas samotnie Dorota Ustianowska.Zajela szosta pozycje z czasem 15.55, na krotszej - 4860- metrowej trasie, ale za to z meczacym podbiegiem. Wsrod kobiet zdecydowanie mniej bylo Afrykanek, ale nie przeszkodzilo to jednej z nich , Tanzanijce, Restitucie Joseph zwyciezyc (czas 15:11).Tryumfatorka mieszka i trenuje,wedlug planow treningowych Tegli Loroupe, w Dortmundzie w Niemczech,jej najlepszy czas na 10 km to 31.05, wybiera sie na Mistrzostwa Swiata w Edmonton. Po milej rozmowie dostalem od niej autograf i wspolnie przygladalismy sie rywalizacji Afryka - Polska -Niemcy w Biegu Asow. Wtedy bylem juz dobra godzine po swoim starcie, kiedy prazylo jeszcze niemilosiernie slonce. O 19.30 wystartowalem w tzw. biegu Masters (rocznik 1961 i starsi, dystans jak u kobiet - 4860 m z trzykrotnym nieprzyjemnym podbiegiem). Po obejrzeniu 358 osobowej listy startowej, gdzie wprawdzie nie bylo Afrykanczykow, ale mase ludzi mi nieznanych i czasami z odleglych stron, juz widzialem, ze na efektowny wystep na koniec swojego pobytu , w najbardziej prestizowej darmstadzkiej imprezie nie mam co liczyc.Postawilem sobie zadanie znalezienia sie w pierwszej dziesiatce. Juz pierwsze metry po starcie potwierdzily, ze czolowka jest za mocna dla mnie.I chociaz zaczalem jak zwykle w dobrym tempie, "czub" od razu mi odjechal. Juz wkrotce mialem przed soba dobrze znanego mi rywala Gerharda Putza. On tez - jak sie okazalo w tej probie - nie mogl aspirowac do zajecia miejsca w pierwszej piatce. Wiedzialem jednak, ze jak go bede systematycznie naciskal z tylu to swoj plan minimum, ale realistyczny, wykonam. Dodatkowo wspierali mnie dopingiem w pogoni Darek Wieczorek i koledzy ze spotkan biegowych na Lichtwiese. Dziewiate miejsce dowiozlem pewnie do mety, z czasem 16:18, nastepny zawodnik byl 14 sekund za mna.Zwyciezyli juz po raz ktorys czerdziestoczteroletni bracia blizniacy Klimes z Czech, Pavel(14:43,2) przed Petrem(14:43,3), nie tak duzo ustapil im polski, o rok starszy, fenomen Jerzy Janowicz, ktory z czasem 15:36 zajal 4 miejce, o jedno "oczko" gorzej niz przed rokiem. JEDNAK ZWYCIESTWO NA KONIEC Wykonanie przeze mnie planu minimum w Biegu Masters pozostawilo pewien niedosyt.Niecale 5 km to tez krotki dystans jak dla mnie. Organizm szybko sie regeneruje. Na drugi dzien czulem sie fizycznie bardzo dobrze, zadnych zakwasow. Postanowilem sprobowac wystartowac w otwartym biegu akademickim podczas srodowego swieta sportu na Darmstadzkiej Politechnice. Ten start to byla okazja pozegnac sie na sportowo z uczelnia, z ktora przez caly czas pobytu bylem zwiazany.Z akademika na stadion, na ktorym mial byc start, zaledwie kilkaset metrow. W srode upal niemal wcale nie zelzal.Stroj do biegania, jedyny, ktory mam na az tak wysokie temperatury,zdazylem sie zmobilizowac uprac po ubieglowieczornym biegu dopiero na polgodziny przed startem do akademickiej "piatki".Jeszcze mokry podkoszulek mogl tylko pomoc. Jak sie mozna bylo spodziewac, prawie wszyscy uczestnicy biegu - zapisalo sie 55 osob, to wiek studencki.U niektorych zauwazylem wyczynowe buty startowe, a jeden tak intensywnie sie rozgrzewal, ze jego koszulka byla rownie mokra, jak moja tuz po praniu. Postanowilem pobiec spokojnie w czolowce; wiedzialem, ze przede mna 5 kolek po lesie i powrot na stadion. Poczatkowo prowadzil smagly Latynos. Nie mialem problemu, zeby dotrzymac mu kroku. Przyzwyczajony ostatnimi startami do szybkiego poczatku, bylem zdziwiony, ze nikt nie wyrywa do przodu. Drugie zdziwienie to odglos zadyszki za plecami. Okazalo sie, ze przecietny poziom sportowy na niemieckich uczelniach (moze za bardzo uogolniam) nie odbiega od naszego. Tutaj studenci tez nie stronia od papierosow.Stad chyba te problemy oddechowe. W sytuacji, gdy nikt nie mial zamiaru podyktowac wyzszego tempa, a ja czulem swobode w nogach, oderwalem sie od dyszacych i samotnie pobieglem do mety. Zwyciestwo zwyciestwu nierowne, wolalbym bardziej na nie zapracowac. Czas 17:20 - taki jak konkurencja. Organizatorzy nie potwierdzili mi tego pierwszego miejsca ani dyplomem ani nawet usciskiem dloni. Jako nagrode potraktowalem kibicowaniu ostatnim zawodom tego dnia : potyczkom dwuosobowych zespolow: zawodnika-plywaka, ktory w wodzie stara sie manewrowac deska surfingowa,na ktorej stoi jego partner - partnerka z lanca zakonczona miekkim workiem. Kto dwukrotnie z rzedu zepchnie przeciwnika z deski do wody wygrywa i przechodzi dalej w drodze do finalu. Widoki w przypadku zawodniczek i zabawa ze spychaniem - przednie. ROZSTANIE Z LICHTWIESE Ostatnie dla mnie spotkanie biegowe w Darmstadt. Jak zwykle duza frekwencja.W mojej - jak zawsze najmniejszej - grupie ("13 km") pojawili sie niemal wszyscy stali biegacze.Cieplo, i w przypadku kilku z nas, zmeczenie po starcie w zawodach powoduja, ze bieganie ma charakter zdecydowanie relaksujacy. Wymieniamy sie wrazeniami z "Cup da Franco". Koledzy pytaja mnie o wrazenia z polrocznego pobytu w Niemczech. Na pewno novum byl dla mnie Lauftreff, wspolne spotkania biegowe, dwa trzy razy w tygodniu. Przyjemniej biega sie w grupie niz samemu, zwlaszcza po tak urozmaiconym lesnym terenie jak w Darmstadt. Troche jednak przy tym trzeba sie dostosowac do grupy, co nie zawsze moze odpowiadac.Ale nie ma idealnych rozwiazan. Bezposredniu po biegu zaprosilem swoich kolegow do siebie na zaimprowizowana minimajowke. Przy soku grapefruitowym, butelce piwa z lodowki i rozkrojonym arbuzie poogladalismy zdjecia zrobione na poniedzialkowym spotkaniu biegowym i pozegnalem sie z kolegami- biegaczami z Lichtwiese. Dostalem od nich firmowa koszulke Lauftreffu. Moze jeszcze kiedys bede mial okazje z nimi pobiegac. Szymon Drabczyk Ps. W najblizszy wtorek(3.07) skorzystam z okazji, zeby spotkac sie po 6-miesiecznej przerwie z kolezankami i kolegami ze wspolnych biegow w Kabatach, wiec do szybkiego zobaczenia. |
||