Czy tak musi być?
wyjście
Powrót na poprzednią stronę
Na początek informuję iż to co podpisuję poniżej jest moim zdaniem i moim odczuciem i nie reprezentuję w tym momencie żadnej grupy biegaczy.

Jeżeli ktoś czytając poniższy tekst ma inne zdanie odnośnie tego co napisałem to może je wyrazić tą samą drogą co i ja.

Grand Prix Ireny Szewińskiej było zorganizowane rok wcześniej w Parku Agrykola. Pamiętam jak na biegu zaliczanym do tegoż cyklu zjawiło się około 500 studentów i rywalizowali jako biegacze na pętli o długości 500 metrów. Tego co się wtedy działo wolałbym nie wspominać.
Efekt był taki, iż biegało około 50 osób, a reszta po prostu spacerowała, bo na bieganie nie mieli już sił przeszkadzając dość skutecznie tym chcącym biegać, w grupie których także się znajdowałem.

Myślałem, iż ta sytuacja była jednorazowa - myliłem się.

Powtórzyło się to podczas kolejnego biegu zaliczanego do Grand Prix Woli z tą tylko różnicą, iż tym razem działo się to na pętli 1250 metrów. Efektem startu pseudo biegaczy w Biegu Ireny Szewińskiej było wpadanie mojej osoby już na 2 okrążeniu co 200 - 300 metrów na spacerujące grupy 20-30 osobowe, w których maszerujący studenci - którym prawdopodobnie kazano przyjść pobiegać, bo nie zaliczą czegoś tam... - zaaferowani rozmową między sobą, nie mieli zamiaru ustępować miejsca rozpędzonym zawodnikom.

Czy tak powinna wyglądać impreza biegowa? - dla mnie był to spęd młodzieży, aby zapewnić statystykę biegu. Wściekły jestem tym bardziej, iż z tego co wiem to grono sędziowskie proponowało przed startem prowadzącemu imprezę panu Januszowi Kalinowskiemu osobny bieg dla studentów a organizator biegów na Woli proponował start studentów z dziećmi. Dlaczego prezes FKB nie skorzystał z tych propozycji nie rozumiem ...
W całej tej sytuacji najbardziej mi żal organizatorów Grand Prix Woli, którego to niektórzy biegacze będą prawdopodobnie kojarzyć z odpowiedzialnym za to zamieszanie. Dla mnie ewidentnie jest winny prezes FKB - Janusz Kalinowski, który jak zauważyłem nie korzysta z podpowiedzi chociażby sędziów, którym współczuję także sędziowania na takich imprezach, które z bieganiem mają mało wspólnego.

Jacek Gardener
na początek
Na początek