Wystartowałem w londyńskim maratonie
wyjście
Powrót na poprzednią stronę
Wielokrotnie słyszałem opowiadania kolegów, nawet znacznie starszych ode mnie, o ich udziale w zagranicznych biegach maratońskich, sam jednak preferuję zawody na orientację i zaliczyłem już kilkanaście zagranicznych startów w wielu zakątkach Europy. Nie ukrywam, że trochę im zazdrościłem, ale przy moich predyspozycjach do biegów długich dotychczas nie podjąłem decyzji, by pojechać na jakiś znany bieg.

Korzystając jednak z okazji, że przez kilka miesięcy przebywałem w Kanadzie zdecydowałem się wystartować w siódmym w mojej karierze biegu maratońskim, tym razem za granicą.

Mój wybór padł na Londyn. Co prawda nie na stolicę Wielkiej Brytanii, a na 330-tysięczne miasto w kanadyjskiej prowincji Ontario. Regulamin biegu zapowiadał start z nowego stadionu Uniwersytetu Londyńskiego, rundę przez centrum, w tym przez główną ulice - Oxford street, a następnie przez parki nad Tamizą. Równocześnie z biegiem maratońskim rozgrywane były 2-5 osobowe sztafety na dystansie 42.195 m oraz biegi na 10.000 i 5.000 m oraz marsze rodzinne na 2.500 m.

W regulaminie maratonu była także informacja, że w czasie biegu maratońskiego rozegrany zostanie Canadian Clydesdale Marathon Championship, jednak nawet z pomocą słowników nie udało mi się ustalić o co chodzi. Przypuszczałem, że chodzi o wózki inwalidzkie, bo uczestników dzielono na kategorie wagowe. Sprawą tą do dnia startu przestałem się zajmować.

Start maratonu miał miejsce 13 maja. Mimo iż kanadyjski Londyn leży mniej więcej na wysokości Rzymu rano temperatura była poniżej zera, a samochody pokryte były grubą warstwą szronu. Prognoza pogody również nie była zbyt optymistyczna - tylko 2-3 stopnie powyżej zera.

Godzina startu - 8.00 - również mnie nie zachwyciła. Godzinę przed startem dowiedziałem się od moich kanadyjskich kolegów co to jest Canadian Clydesdale Marathon Championship. Otóż w skrócie można to nazwać mistrzostwami zawodników z nadwagą, clydesdale to ciężki koń pociągowy.

Rywalizacja "ciężkich" zawodników jest popularna w Kanadzie i USA. Rozgrywane są mistrzostwa kraju (w USA odbędą się 30 września w Portland, Oregon), a szczegóły, w tym wyniki Mistrzostw Kanady, można zobaczyć na amerykańskiej stronie www.teamclydesdale.com. Na tej stronie można znaleźć informację, że: "Team Clydesdale istnieje, aby dodawać odwagi i promować koleżeństwo i/lub współzawodnictwo między ciężkimi atletami".

Hasłem teamu jest: "Nie musisz być chudy, abyś był sprawny".

Rywalizacja, opócz biegów (nie tylko maratońskich) obejmuje także kolarstwo, duatlon i triatlon.

Kobiety startują w dwóch kategoriach wagowych:

150 - 160 funtów to jest 68,1 - 72,6 kg
powyżej 160 funtów

zaś mężczyźni w trzech:

185 - 200 funtów to jest 83,99 - 90,8 kg
200 - 225 funtów 90,8 - 102,15 kg
powyżej 225 funtów

Godzinę przed startem odbywało się oficjalne ważenie zawodników zainteresowanych startem w Canadian Clydesdale Marathon Championship. Zawodnicy mieszczący się w odpowiednich kategoriach wagowych wpłacali 5 dolarów kanadyjskich i otrzymywali specjalną nalepkę na numer startowy.

Przed maratonem starałem się zrzucić wagę i gdy na tydzień przed maratonem zważyłem się po treningu (ponad pół maratonu) miałem nawet 174 funty. Dlatego też nawet nie planowałem stawać na wadze, a jedynie towarzyszyłem koledze, który ważył ponad 200 funtów. Gdy jednak na wadze stanął nasz prezes klubu biegacza, który ważył raczej poniżej 70 kg postanowiłem sprawdzić ile ważę w dniu startu. Okazało się, że mam 186 funtów (w stroju, w jakim miałem startować plus kurtka, bo, jak wcześniej pisałem, było poniżej 0 st C). Mimo że nie liczyłem na żadne sukcesy wpłaciłem 5 dolarów.

Podobnie jak przed rokiem w Poznaniu chciałem poprawić swój rekord życiowy sprzed 12 lat (3:36,13). Życiówkę ustanowiłem w moim piątym (warszawskim) biegu maratońskim, a warunki atmosferyczne były wtedy wyjątkowo niekorzystne - 25 st C w cieniu, a na asfalcie chyba nieco więcej. W Poznaniu biegałem maraton po raz 6-ty. Niestety - po przebiegnięciu kilkunastu kilometrów wysiadły mi kolana i na 30-tym kilometrze zszedłem. Tym razem biegło mi się lepiej. Połowę maratonu przebiegłem w 1:41,32. Później jednak moje tempo zaczęło spadać - do 32 kilometra powoli, a następnie przekroczyło 6 minut na kilometr. Wzrastała natomiast temperatura. Około 11-tej było już około 20 st C, choć miało być chłodno. Ostatecznie, mimo iż nie zatrzymałem się nawet na chwilę, uzyskałem 3:40,19, co dało mi 135 miejsce w maratonie na 363 zawodników, którzy ukończyli bieg (zwycięzca uzyskał - podobnie jak ja z kategorii M-40-44 - uzyskał 2:37,51). W kategorii wiekowej byłem 35 na 56 zawodników. Z 34 sklasyfikowanych sztafet lepszy wynik od mojego uzyskało 13.

Po kąpieli w jednostce wojskowej, w której nocowaliśmy wróciliśmy na zakończenie, bo kolega, startujący w wadze 200-225 funtów (wyprzedził mnie na 41 kilometrze) liczył na sukces, zwłaszcza że każdą kategorię wiekową dzielono na open - do 40 lat i master - od 41 wzwyż. Dekoracja Canadian Clydesdale Marathon Championship rozpoczęła się od mojej kategorii - czyli master 185-200 funtów. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że zająłem 2-gie miejsce i zdobyłem srebrny medal Mistrzostw Kanady. (Kolega był 3-ci w kategorii master 200-225 funtów). W kategorii open 185-200 funtów tylko jeden zawodnik (40-latek) miał wynik lepszy od mojego, a wśród wszystkich clydesdale miałem 6-ty wynik.

Wydaje mi się, że idea Clydesdale Team jest ciekawą alternatywą dla wielu trochę przyciężkich zawodników. Jest rzeczą oczywistą, że z powodu swojej wagi nie mamy żadnych szans walczyć z czołowymi zawodnikami. Po prostu robimy tylko frekwencję, a przecież do walki o jak najlepszy rezultat wkładamy nie mniej sił, niż najlepsi. (Niektórzy policzyli, że gdyby przeliczyć nasz wysiłek według wzorów fizycznych to wykonujemy większą pracę niż zwycięzcy).


Informację o maratonie, w tym trochę zdjęć, można znaleźć na stronie www.forestcityroadraces.com.
Przesłał Sylwek Przybyła
na początek
Na początek