|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
Powrót na poprzednią stronę |
Powyżej zwycięzcy tego biegu: Jacek Gardener, Michał Parzewski i Leszek Przybyła
(w celu powiększenia zdjęcia należy kliknąć na nim myszką) A poniżej wyniki i relacja Janka Golenia - jednego z uczestników biegu
Relacja Janka Golenia:
Jest sobota, 17 lutego 2001. Piękny, rześki, słoneczny poranek.
Sucho, śniegu ani śladu. Ze szkoły w Choszczówce, gdzie zarejestrowaliśmy się,
udajemy się do pobliskiego lasu.
Na starcie, półtora kilometra od szkoły, kilkudziesięciu biegaczy, w tym spora grupa młodzieży szkolnej.
Ziutek Woźniak udziela ostatnich instrukcji: można biec na 2,5, na 5, na 7,5 lub na 10 km; nie szarżować,
gdyż trasa jest bogata w podbiegi i zbiegi (podobno w biegu na ""dychę"", na który się zdecydowałem,
suma podbiegów to 300 m w pionie!); po tym "górskim" crossie chętni mogą wziąć udział w biegu
na orientację (tajemniczo nazwanym: scorelauf pełny).
Ruszamy. Kilkaset metrów po równym, trochę tylko przeszkadza piaszczyste podłoże.
Skręcamy w lewo i mamy pierwszy ostry podbieg - na oko jakieś dwadzieścia metrów w pionie na szczyt
wydmy. Wspinamy się grzęznąc trochę w piachu. Na niewielkim odcinku nie ma drzew, po bokach tylko trochę
trawy i niewielkich zarośli. My piachem a słoneczko praży. Klimaty raczej jak z rajdu Paryż-Dakar
niż ze środka puszczańskiej zimy. Kawałek równego wierzchołkiem wydmy i widać kolejny podbieg.
Śladem poprzedników skręcam w las, żeby ominąć strome piaszczyste podejście. Drzewa gęsto, na szerokość
ramion, ale regularnie posadzone. Gęsiego posuwamy się po ściółce w górę. Potem kilka niewielkich
zbiegów i podbiegów. Trasa dobrze oznakowana czerwonymi faworkami (krepinowymi wstążkami),
na ostrzejszych zakrętach biało-czerwoną foliową taśmą. Przebiegam między dwoma iglastymi krzakami
i nieoczekiwnie biegnę ostro w dół, grawitacja nadaje mi pędu, ale piach go trochę zabiera.
Widoczność na kilka metrów, częste zakręty, rozwidlenia (gdzie te faworki?). Szybkość też niezła,
bo ciągle tracimy wysokość, z takim trudem zdobytą. Stopniowo stromizna maleje, a po jakimś czasie
kolejne podejście. Niezbyt strome, ale zmęczenie w kolanach już daje o sobie znać. Nogi same szukają
ściółki omijając piach. Wypadam na szerszą leśną drogę i po dość równych kilkuset metrach przebiegam
linię startu. O rany, to dopiero ćwiartka...
Tylko część biegaczy kontynuuje cross, właściwie już nie widzę reszty. Na każdym podejściu myślę,
że to już moje ostatnie kółko, ale na równym dochodzę do siebie. Dwa iglaste krzaczki i zjazd.
Super! Czuję się jak Rambo. Z przeciwka przemyka od czasu do czasu ktoś z mapą - to ci co skończyli
cross biegną (lub idą) na orientację. Na trzecim okrążeniu ze dwieście metrów przed linią startu-mety
trzy szare plamy przecinają przede mną drogę. Poruszają się szybko i równo, bez podskoków, nikną
wśród drzew. Chyba sarny...
Ostatnie kółko, ostatni podbieg - drobienie kroczków, katorga. No i meta, ale jeszcze nie czas
na odpoczynek. Biorę mapę i biegnę na orientację. Mam busolę, ale okazuje się niepotrzebna.
Jest południe, słońce dobrze widoczne pozwala błyskawicznie zorientować mapę. Grześ Witkowski
zgłosił się tylko do crossu, ale chciałby zobaczyć jak wygląda impreza na orientację, więc biegnie ze
mną. Pokazuję mu na mapie gdzie jesteśmy, ale nie bardzo chce na nią patrzeć (?!). Z niewielkim
kłopotem znajdujemy kolejne punkty. W pewnym momencie natrafiamy na niezłe chaszcze, a teren jest
pełen wykrotów. Nie możemy znaleźć jednego z punktów, w końcu jest. Grześ rezygnuje, wraca na start.
Ja po ostatnim punkcie wpadam na drogę i sprintem do mety, ale chyba jestem jednym z ostatnich.
Oddaję kartę startową podziurkowaną kasownikami z punktów kontrolnych (było ich dziesięć na
trasie około 3 km, ale ja z pewnością napedałowałem jeszcze drugie tyle). I tak dobrze.
Kiedyś jak dobiegłem na metę jednego z biegów na orientację, to nie było komu oddać karty.
W szkole tylko jedno rozczarowanie - nie ma żadnego zakończenia, jedzenie i picie we własnym zakresie.
Przebieramy się więc i rozjeżdżamy do domów. Ogólnie fajna impreza, chyba trochę słabo nagłośniona.
Gdyby była w żółtym kalendarzu, na pewno byłoby więcej chętnych.
Janek Goleń (ING Warszawa), Zdjęcia: Wiktor Ejsmont i Ziutek Woźniak - 17 lutego 2001r
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||