wyjście
Powrót na poprzednią stronę

Grand Prix Łomża 2002:

Łomżyńskie bieganie na koniec sezonu - 8.09.2002

Od kilku miesięcy spotykając się z moimi przyjaciółmi Bożeną i Bogdanem bezpośrednio czy na falach internetu wysłuchiwałem tekstów w rodzaju:

"Słuchaj, te zawody w Łomży to świetna sprawa",
"Atmosfera tam jest taka rodzinna",
"Przyjmują nas zawsze bardzo serdecznie a każdemu nowemu dają prezent",
"Aż miło patrzeć na biegające dzieciaki"
.
 
Nawiązałem z organizatorem kontakt, efektem którego było ogłaszanie wyników kolejnych biegów z cyklu Grand Prix Łomży w naszym serwisie internetowym. Mogliście je śledzić na bieżąco. Co prawda regulamin i sposób prezentacji wyników odbiega od ogólnie przyjętych zasad, ale myślę, że nie to jest najważniejsze.

Molestowali, molestowali i wreszcie udało im się (myślę o wspomnianych wyżej moich przyjaciołach). Zgarnęli mnie na ostatni bieg i podsumowanie całego cyklu. Osobiście przekonać się mogłem czy ich opinie nie były na wyrost, aczkolwiek bardzo często jest tak, że te skromne z pozoru zawody, z dala od wielkich ośrodków, mają sympatyczną oprawę i są dobrze zorganizowane.

Centrum zawodów znajdowało się na jednym z nowoczesnych osiedli w Łomży. Osiedle o olbrzymim, zagospodarowanym sportowo placu, wokół którego odbywają się zawody, jest idealnym miejscem do rozgrywania takich biegów. A równocześnie stwarza okazję publiczności do oglądania zmagań biegaczy z okien swoich balkonów.

Trasa poprowadzona jest osiedlowymi chodnikami w formie pętli, którą biegacze pokonują kilkakrotnie - w zależności od kategorii wiekowej. Centrum zawodów nagłośnione, co sprawia, że dzięki sympatycznemu spikerowi, wszyscy wiedzą co się dzieje.



I zaczynają się biegi. Co kilkanaście minut startują kolejne grupy lub grupki dzieciaków "posortowanych" według roczników. Aż miło patrzeć, z jakim zaangażowaniem wielu z nich, walczy na trasie. Walczy z dystansem, z rywalem a często z samym sobą. Są wśród nich kompletni nowicjusze i są tacy, którzy umieją dobrze rozłożyć siły na dystansie 3km.

Wszyscy oni są serdecznie witani i wymieniani z imienia i nazwiska przez sympatycznego (niewątpliwie) Pana Spikera. Wierzcie mi (z niejednego biegowego pieca chleb jadłem), że miękko się robi na sercu widząc trzyletniego obywatela z radością zdążającego do mety.
Może mu nikt nie przeszkodzi zostać Krzyszkowiakiem?



Na mecie rodzice i rodzeństwo bardzo przejęci obserwują zmagania swoich pociech, fotografują, kamerują, dopingują. Bez krzyku organizatorów, sędziów, bez pohukiwania na biegaczy, a raczej:

"Kolejne okrążenia pokonała Ewa - zostało Ci jeszcze jedno",
"Do mety zbliża się Robert - Brawo Robert".


Brawo Panie Spikerze - tak trzeba.

My, ekipa KB Orientuz, też mieliśmy swoje zadanie do wykonania. Nasz czempion Bogdan walczył o zwycięstwo w swojej kategorii wiekowej. On w ogóle jest najlepszy, ale specyfika regulaminu (liczenie punktów ze wszystkich biegów) spowodowała, że w grę weszła matematyka. Bogdan musiał wyprzedzić swojego głównego konkurenta o 4 pozycje. Ja miałem być tym, który by się do tego przyczynił. Miałem, ale nie tym razem i nie w tej formie. Z góry wiedziałem, że nie jest to możliwe w obecnym stanie rzeczy. Rozważaliśmy jeszcze możliwość "przypadkowego" zderzenia lub w momencie dublowania zahaczenia o nogę rywala. Jednak zasada fair play zwyciężyła. Bogdan spisał się dzielnie, pobił swój rekord trasy, ale niestety głównego rywala pokonał tylko trzema pozycjami.

A głównym rywalem był nie byle kto. Mariusz Niziński to macho tej imprezy. Słusznie obwołał się dyrektorem biegu, robi tam wszystko. Nagania sponsorów, dzieciaki, fotografuje, chwali się sukcesami, rozdaje nagrody i jeździ samochodem po lody. Wkłada w te zawody dużo serca. Dzielnie mu wtórują inni. Nie znam wszystkich, ale w oczy rzuca się klan rodzinny Burnosów.



Na koniec odbyła się sympatyczna ceremonia zamknięcia Grand Prix Łomży i podsumowania wyników. Prawie wszyscy dostali jakieś nagrody, zwycięzcy - puchary i medale. Ja też miałem szansę. O zgrozo! Byłem najstarszym uczestnikiem imprezy. Pan Spiker w czasie biegu po każdym okrążeniu nie omieszkał o tym fakcie głośno informować zgromadzoną publiczność. Ale nagrody nie dostałem, bo regulamin mówi, że jeden bieg to za mało. I dlatego (ha, ha) najstarszym został obwołany Bogdan. Kolejny puchar dla nas.





Po zakończonej imprezie zostaliśmy zaproszeni na plenerowy piknik na Górze Królowej Bony. Przy beczce łomżyńskiego piwa i grillowych produktach rozprawialiśmy o problemach biegactwa polskiego ze szczególnym uwzględnieniem regionu łomżyńskiego. Gospodarze napoili nas i nakarmili tak, że aż żal było wyjeżdżać.

Żegnaliśmy się serdecznie i obiecaliśmy pojawić w Łomży na kolejnej, przyszłorocznej edycji Grand Prix Łomży 2003. Do czego i Was namawiam.

Opracowal: Ziutek Woźniak (wrzesień 2002)
Zdjęcia: archiwum organizatorów i Ziutek Woźniak