wyjście
Powrót na poprzednią stronę

Bogdan donosi:
 

Maraton w Sao Paulo - 2 maja 2004

Końcowy fragment większej całości

Wypada mi napisać kilka  słów o Maratonie w Sao Paulo, który jest największym maratonem w Ameryce Południowej.

Maraton ten znacznie kontrastuje z maratonem w Bostonie, w którym biegałem niecałe 2 tygodnie wcześniej. Po pierwsze bardziej żywiołowa organizacja. Mimo, że maraton jest międzynarodowy (AIMS),  bardzo trudno się na niego zapisać. Angielska strona pojawiła się miesiąc przed maratonem. Zarejestrowanie się w Internecie jest awykonalne bez znajomości języka portugalskiego i jakiś tam numerów, które mają mieszkańcy Brazylii i być może innych krajów Ameryki Południowej. Wysłałem także faxa, który zginął. Na stronie internetowej nie było określenia miejsca odbiorów numerów.

Tak więc po przyjeździe do Sao Paulo zarejestrowanie się do biegu było pewnym wyzwaniem. Poszedłem na miejsce startu i mety spodziewając się tam organizatorów, ale się zawiodłem. Nikt nie mówił po angielsku i nikt nie wiedział o co chodzi. Spotkałem dwóch Japończyków, którzy mieli takie same problemy. Zaczęliśmy chodzić na tak zwanego "czuja". Wreszcie zobaczyliśmy kogoś z torbą z maratonu. Znalezienie rejestracji nie załatwiło całego problemu. Następna godzinna walka z językiem, potem komputerem, ale na końcu płacę 10 dolarów (relatywnie tanio – Boston ponad 100) i mam numer oraz chipa.

Sam maraton przebiega na obrzeżach centrum po ciekawej trasie z tunelami – jeden prawie 2 kilometry biegany dwukrotnie, trochę w koło parków, po dużych terenach uniwersyteckich i paru dużych arteriach komunikacyjnych. Maraton odbywał się w upale dochodzącym do 30 stopni i był znowu dużym wyzwaniem podobnie jak Boston. Na trasie było wszystko w porządku: picie gęsto, dwa razy żel i owoce.

Mój bieg bez historii; pobiegłem spokojnie ze względu na temperaturę i Boston, i w tych warunkach osiągnięty czas 3.01 jest sensowny. Ale najbardziej niesamowita była atmosfera, prawie jak karnawałowa. Mnóstwo przebierańców: Indian, mnichów, biegacz w pełnym stroju panny młodej z ogromnym bukietem, człowiek pająk i wiele innych. Wielu biegało z grzechotkami, patyczkami. Jeden tłumaczył, że jak nie ma siły koncentruje się na patyku. Mnóstwo transparentów.

Telewizja i prasa jak się okazało była głównym celem wielu zawodników. Na widok kamery albo aparatu tłum faluje w tym kierunku. Po starcie blokował nawet cały maraton. Ludzie przyjeżdżali z odległych miejscowości i bardzo chcieli by zobaczyli ich sąsiedzi. Wszyscy krzyczą i piszczą także w trakcie biegu, szczególnie jak wbiegamy w tunele.

Siedem kontynentów

Startując 2 maja 2004 roku w maratonie w Sao Paulo spełniłem warunki bycia w Klubie Siedmiu Kontynentów co oznacza przebiegnięcie maratonów na wszystkich siedmiu kontynentach świata.
Oto zapis historyczny moich biegów:

 
Europa
2002 Reykjavik maraton Islandia 2.57.00 kategoria M45 1 miejsce
2003 Świnoujście-Volfgast maraton Niemcy 2.48.20 kategoria M45 2 miejsce
Azja
2002 Pekin maraton Chiny 2.49.41   81 miejsce ogólnie
Antarktyda
2003 Antarctica Marathon   3.33.20   1 miejsce ogólnie
Australia i Oceania
2003 Rotorua Marathon Nowa Zelandia 2.48.23 kategoria M45 1 miejsce
Afryka
2003 Mount Meru Marathon Tanzania 3.03.47   33 miejsce ogólnie
Północna Ameryka
2002 Harrisburg USA 2.54.38 kategoria M45 1 miejsce
2004 Boston USA 2.56.18 kategoria M50 5 miejsce
Południowa Ameryka
2004 Sao Paulo Brazylia 3.01.03 kategoria M50 4 miejsce



 

Tekst: Bogdan Barewski (maj 2004)