wyjście
Powrót na poprzednią stronę

Bożena donosi:
 

Śladami Filippidesa - 7 listopada 2004


 

Przesyłam krótki reportaż z tegorocznego Maratonu w Atenach oraz kilka zdjęć ze sportowej atmosfery wokół historycznego stadionu na mecie.

W tym roku padło w Lesie Kabackim hasło, aby przebiec klasyczny maraton w roku Olimpiady w Atenach – cel medal z Maratonu z napisem Ateny 2004. Hasło zapewne było bardzo popularne w całej Polsce i nie tylko. Na miejscu spotkałam wielu kolegów z Polski, a na trasie wokół widziałam wiele narodowości: Francuzi, Holendrzy, Szwedzi, Duńczycy, Niemcy, Portugalczycy, Anglicy, Irlandczycy, Amerykanie, Kanadyjczycy, Włosi.

Ateny zrobiły na mnie od pierwszych chwil pobytu pozytywne wrażenie, jako przyjazne miasto. Być może inwestycje poczynione na rzecz Igrzysk Olimpijskich przyczyniły się istotnie do takich refleksji, a jechałam tam z obawami po przeczytaniu kilku komentarzy i osobistych relacji osób, które uczestniczyły w poprzednich edycjach biegu. Było sporo negatywnych ocen dotyczących organizacji, w tym problemów z odbiorem rzeczy osobistych po biegu. Tym razem w mojej ocenie wszystko było OK. Oczywiście pobyt w Atenach to zwiedzanie miasta, starożytnych zabytków oraz poznawanie atmosfery dnia dzisiejszego, ruchu na ulicach, placów targowych, licznych straganów ulicznych i leniwych psów towarzyszących turystom.


 Ale dla uczestników maratonu ważny był marmurowy stadion Kallimarmaron-Panathinaiko, gdzie jest tradycyjna meta. Na dzień przed zawodami było to miejsce odwiedzane przez wszystkich biegaczy. Stadion ten ożył w dniu biegu, gdyż przyszło wielu kibiców i z wielkim entuzjazmem wiwatowali na przybiegnięcie zarówno tych pierwszych, jak i tych ostatnich. Z biegu mogę wysnuć ważny wniosek – warto czuć respekt przed maratonem. Pamiętamy transmisje z Igrzysk, zmęczenie zawodników. Jadąc autobusami na start, widzieliśmy osławione podbiegi. W rezultacie chyba większość z nas zaczęła ten bieg bardzo ostrożnie i rozsądnie, co zaowocowało dobrymi wynikami.

Na mecie spotkałam wielu kolegów z Polski, którzy z radością dzielili się osiągnięciami, często przewyższającymi zaplanowane cele. Ja też byłam zadowolona z tego biegu: czas netto 4 godz. 37 min to dla mnie dobry rezultat. Najlepszym z Polaków był Przemysław Walewski (kat. M35), który zajął 41 miejsce w kategorii ogólnej mężczyzn z czasem brutto 2:43:37, najlepsze osiągnięcia Polaków w kategoriach wiekowych to: 1 miejsce Bogdana Barewskiego w kategorii M50 (czas brutto 2:49:12) i 3 miejsce Elżbiety Czerniak w kategorii K50 (czas brutto 3:38:28).
 


Jeszcze mój komentarz co do trasy: pierwsze dziesięć kilometrów nie było tak płaskie jak mogłoby to wynikać z publikowanego profilu trasy – miało swoje podbiegi, podbiegi na kolejnych 13 kilometrach wydawały mi się lżejsze niż mogłoby to wynikać z opisu, w drugiej części biegu były dwa zbiegi i podbiegi na tunelach przy skrzyżowaniach (to chyba dwa mosty, o których była mowa w opisie trasy jaki dostaliśmy przed biegiem). Dużym problemem były stosunkowo ostre zbiegi, które mogły prowadzić do skurczy mięśni (biegnąc myślałam, że to dobrze że nie biegniemy w przeciwnym kierunku). Dla mnie najcięższy był 37 kilometr. Na wcześniejszych zbiegach chyba zbyt przyspieszyłam jak na mnie i gdy zaczął się równy teren trochę zaczynało brakować mi sił, ale zwolniłam, zrobiło się znów z górki i pojawiła się perspektywa pełnego stadionu na mecie. Szkoda tylko, że w tym biegu zabrakło naszego kolegi Apolla.

Komplet informacji i wyniki na stronie Athens Marathon.
 

Tekst i zdjęcia: Bożena Miasojedow (październik 2004)