|
Powrót na poprzednią stronę |
Ryszard Łukaszewicz relacjonuje:
|
Małkinia – bieg dla twardzieli |
|
|
Do tej pory Małkinia kojarzyła mi się jedynie
ze stacją kolejową położoną mniej więcej w połowie drogi pomiędzy Warszawą a
Białymstokiem. Gdzieś pod koniec lat siedemdziesiątych doprowadzono tu
trakcję elektryczną. Zmiana lokomotywy elektrycznej na spalinową powodowała
dłuższy postój pociągu. Wyczytałem kiedyś w jakiejś gazecie że Małkinia jest
jedyną wsią w Polsce, w której zatrzymują się pociągi expresowe. Potem
trakcję elektryczną pociągnięto dalej. Expresy wprawdzie nadal się tu
zatrzymują, ale Małkinia uzyskała w międzyczasie prawa miejskie i tym samym
utraciła swoją kolejową wyjątkowość.
Od 23.06.2002 miasteczko to będzie we mnie budzić znacznie szersze i sympatyczniejsze skojarzenia. Odbył się tu bowiem interesujący bieg przełajowy na dystansie ok. 7 km, w którym dane było mi uczestniczyć. Trasa biegu została wyznaczona na obszernych łąkach położonych pomiędzy terenami zabudowanymi a zakolem Bugu. Składała się ona z trzech pętli liczących ponad 2 kilometry każda. Trasa była dość trudna. Choć pozornie płaska, posiadała jednak kilka nierówności „wchodzących” ostro w nogi. Prowadząc głównie po trawie, kilka razy przecinała łachy kopnego piasku, który również nieźle „mroził” mięśnie. Układ trasy był natomiast bardzo korzystny dla widzów (niestety nielicznych), gdyż biegacze ani na chwilę nie ginęli z pola widzenia, z tym że obserwacja walki w najbardziej oddalonym punkcie wymagała „sokolego” wzroku z uwagi na odległość. Trzeba wspomnieć również o czyhających w trawie krowich minach (na szczęście nielicznych) jako o dodatkowym utrudnieniu. Dość ciężka – ale bez przesady- trasa nie byłaby wstanie dać w kość zaprawionym w boju harpaganom biegania, gdyby nie pogoda, która sprawiła, że
co ambitniejsi zawodnicy (w tym autor tej relacji) kończyli bieg skrajnie
wyczerpani. Tuż przed startem, nad Małkinią „oberwała” się chmura. Potworna ulewa sprawiła że zacząłem wątpić czy bieg w ogóle się odbędzie. Tymczasem po ok. 10 minutach deszcz ustał równie nagle jak się rozpoczął i natychmiast wyszło słońce. Temperatura ponad 30 stopni na otwartej przestrzeni przy pełnym słońcu stanowi ogromne utrudnienie w biegu. Kiedy do tego dodać 100 procentową wilgotność powietrza, wypełnionego parującym, dopiero co zakończonym deszczem, warunki stają się wprost zabójcze dla biegaczy. Żeby jeszcze utrudnić nam życie pogoda dodała porywisty wiatr, wgniatający nas w ziemię na odcinku prowadzącym na zachód. Do kompletu uciążliwości należy dodać liczne kałuże po ulewie. Jakkolwiek nie były one zbyt rozległe i dawało się je omijać, to w połączenie z mokrą trawą porastającą trasę sprawiły one, że już po kilku minutach z moich butów dobywały się dźwięki jak z nieszczelnego kajaka. Ponieważ bieg był jednym z elementów dużego festynu, liczne stoiska z piwem, kiełbaskami i lodami pozwoliły mniej i bardziej wykończonym zawodnikom zregenerować siły fizyczne, a występy artystyczne na prowizorycznej
estradzie ,nadwątlone w walce z własną słabością morale. Palące słońce,
będące przekleństwem w czasie biegu, teraz umilało odpoczynek. Uroczyste
zakończenie biegu, połączone z wręczaniem nagród dla zwycięzców w różnych
kategoriach odbyło się na wyżej wymienionej estradzie. Ogólnie udział w tym biegu sprawił mi bardzo dużo przyjemności. Jedyną słabością zawodów była moim zdaniem dość ograniczona liczba zawodników. Niestety w Polsce bardzo mało osób uprawia czynnie sport. Tym niemniej gdyby informacja o biegu była bardziej dostępna, myślę że grono biegnących byłoby nieco szersze. Ja dowiedziałem się o biegu w ostatniej chwili z internetu. Dla porządku przedstawiam krótkie sprawozdanie z walki na trasie. Bieg rozpoczął w bardzo mocnym tempie Jacek Gardener z Warszawy. Jego tempo wytrzymali jedynie Mariusz Kamiński z Łap i Juliusz Ziółkowski z Siedlec. Po jednej trzeciej trasy przyśpieszył Mariusz i zaczął uzyskiwać znaczną przewagę, którą powiększał aż do samej mety. Drugie miejsce zajął Julek a Jacek najwyraźniej przeliczył się z siłami i ukończył bieg daleko za zwycięzcami równie padnięty jak autor relacji. A oto wyniki przesłane przez Andrzeja Żacha: Nadburzańska Noc Świętojańska
Opracował: Ryszard Łukaszewicz (czerwiec 2002)
|
|