|
Powrót na poprzednią stronę |
Ryszard Łukaszewicz relacjonuje:
|
Kąpiel słoneczna |
|
|
W lipcu, w Polsce zdarzają się czasem upały. Jako osoba ciepłolubna
wyczekuję na taką pogodę przez całą, długą i ponurą zimę i nieco mniej
ponurą, ale chłodną wiosnę. Uwielbiam pławić się w słońcu i czuć jak
przypieka mi skórę. Oczywiście zabezpieczam się wtedy przed skutkami
ubocznymi stosując olejek i nosząc czapkę. Upał, który wspaniale wpływa na
moją psychikę, nieco gorzej oddziałowuje na moją wydolność. Co zrobić jeśli
zdarzy się że w dniu biegu nie ma ani jednej chmurki na niebie a temperatura
oscyluje wokół 30 stopni Celsjusza ?
BIEGAĆ !!!! Trzeba wyrzucić zegarek, zapomnieć o miejscu (no chyba że mamy szanse na podium) i czasie i cieszyć się biegiem. Można wtedy docenić walory trasy i podziwiać wspaniałą przyrodę. Taka okazja trafiła mi się 13 lipca w Kretowinach koło Morąga. Kretowiny to kopce usypane przez żyjące pod ziemią, niewielkie ssaki owadożerne, będące utrapieniem ogrodników. U mnie w domu określało się je terminem kretowiska. Nie mam pod ręką słownika aby sprawdzić, która nazwa jest poprawna, ale nie wydaje mi się to tak bardzo istotne. Ważniejsze jest że Kretowiny przez duże „K” to nazwa małej wioski leżącej nad pięknym jeziorem Narie. Znajduje się tam duże centrum turystyczne z kampingiem, pensjonatami, dyskotekami i knajpkami . W upalną sobotę 13/07 odbył się tam rozgrywany po raz czwarty bieg „O kryształową perłę jeziora Narie”. Jak sama nazwa wskazuje, trasa prowadziła wokół jeziora i miała 33 km długości. Nie zauważyłem wprawdzie szczególnie licznych kretowisk – prawdę mówiąc nie widziałem żadnych – ale teren po którym biegliśmy mógł się wydawać tworem jakiegoś gigantycznego kreta. Pofałdowana, polodowcowa kraina pozbawiona jest bowiem niemal zupełnie płaskich miejsc, obfitując za to w parowy, strome pagórki i rozległe wzniesienia. Baza biegu ze startem i metą znajdowała się na plaży nad jeziorem. Po starcie biegło się około 2 km przez wieś, po czym następował skręt na wschód. Po zatoczeniu pełnej pętli przybiegało się do tego samego miejsca od zachodu, i ponownie przecinając Kretowiny wracało się na plażę. Pierwsza część biegu rozgrywana była po asfaltowej szosie, druga prowadziła po żwirowych i gruntowych drogach. Teren był na ogół odkryty. Tylko stosunkowo niewielki odcinek prowadził przez las. Taka trasa zapewniała wspaniałe doznania estetyczne. Zmienny, urozmaicony teren, zapobiegał znużeniu. Otwierający się co kilkaset metrów widok na różne zatoki, posiadającego bardzo urozmaiconą linię brzegową jeziora dostarczał uczty dla oczu. Prawie cały czas towarzyszył nam intensywny koncert świerszczy, ukrywających się w ukwieconych przez różne zioła łąkach, przedzielonych łanami zbóż. Często dawał się słyszeć również śpiew ptaków. Trudy biegu łagodził serdeczny stosunek mieszkańców wiosek i pojedynczych domostw, położonych przy trasie biegu, nie szczędzących owacji i braw. Równie ważne jak brawa było częstowanie wodą do picia i polewania się. Ja chyba ze sześć razy korzystałem z takich zaimprowizowanych wodopojów. Pogoda w czasie biegu była zaiste letnia. Słońce pokazało co potrafi, a chmury gromadzące się na niebie przed startem, szybko się rozproszyły, pozostawiając czysty błękit. Przed biegiem wysmarowałem się olejkiem z filtrem 30, dzięki czemu uniknąłem oparzeń. Wielu zawodników zdecydowało się biec bez koszulek, przyczepiając numery startowe do spodenek. Osiągnąwszy metę dostawało się upominek w postaci kryształowej kulki przymocowanej do kawałka wyszlifowanego kamienia, zaopatrzonego w plakietkę z nazwą i datą biegu. Najlepsi w całym biegu i w swoich kategoriach otrzymali nagrody rzeczowe w trakcie uroczystego zakończenia, przeprowadzonego na estradzie ustawionej przy plaży. Organizacja biegu miała – moim zdaniem- dwa słabe punkty, które należałoby wyeliminować w przyszłości. Po pierwsze dość dziwne rozmieszczenie punktów z wodą. Z pięciu takich punktów aż cztery były w drugiej połowie trasy, a z tego trzy na ostatnich kilku kilometrach. Gdyby nie spontaniczna pomoc okolicznej ludności, niektórzy mogliby w trzydziestostopniowym upale nie zdołać do nich dotrzeć. Po drugie nie było ani jednej informacji o przebytym dystansie. Wydaje mi się że przy tak długim biegu, powinny być oznaczenia przynajmniej co pięć kilometrów. Sam doświadczyłem braku takiej informacji. Nie znając trasy, zacząłem w pewnej chwili sądzić że do mety zostało już niewiele dystansu. Minął kwadrans i nagle ktoś mi krzyknął że zostało jeszcze 7 kilometrów. Była to przykra niespodzianka. Pomimo tych niedociągnięć, impreza bardzo mi się podobała, i stanowiła kulminację wspaniałego weekendu. Uważam że można ją polecić każdemu miłośnikowi długich biegów. Trzeba tylko pamiętać że w upale i na tak trudnej trasie należy zaczynać ostrożnie. A oto wyniki biegu na 33 km w Kretowinach.
Opracował: Ryszard Łukaszewicz (lipiec 2002)
|
|