wyjście
Powrót na poprzednią stronę

Z Atlanty donoszą:

Bieganie to miłe zajęcie

Jedna z córek Wojtka Wysockiego tak przeżywa swoje biegowe początki:

Tak naprawdę to myślałam, że bieganie jest nudne. Po prostu mało się dzieje. Ale to mama, która bardzo często biega z naszą suczką Blackie, namówiła mnie do startu w wiosennym biegu na 1 mile. No i było bardzo fajnie. Przybiegłam zaraz za starszymi koleżankami zostawiając wiele za sobą.
Mama bardzo się ucieszyła i zdziwiła, że tak dobrze mi poszło i namówiła mnie do biegu na 5 kilometrów. Ten bieg był we wrześniu wieczorem. Trasa prowadziła po górkach i podobno było trochę więcej jak 5 kilometrów. Przed biegiem mama poradziła mi, żebym ruszyła bardzo wolno i nie zwracała uwagi na inne dzieci, które na pewno zaczną za szybko i po kilkuset metrach nie będą już w stanie biec.


Tak zrobiłam i biegłam spokojniutko, bojąc się, że nie dobiegnę. Jeszcze nigdy nie biegłam tak długo! Ale w lato mama zabierała mnie czasem na poranne biegi w parku i tam udało mi się przebiec aż 3 kilometry bez przerwy.


Kiedy tak biegłam po dość stromych górkach, myślałam o swojej suczce, na którą mówię Kusia (od Blakusia). Kusia bardzo lubi biegać po parku i my śmiejemy się, że ona burzuje (tak strasznie lubi biegać i pływać w jeziorku).


No i jakoś udało się. Dobiegłam bez zatrzymywania się. Mama powiedziała mi, że pobiegłam nieco powyżej 32 minut i byłam pierwsza z dzieci. Nawet pan policjant mnie zapamiętał i bardzo gratulował. Szkoda tylko, że nie przewidziano nagród w mojej kategorii.

Tak mi się spodobało, że bardzo chciałam jeszcze gdzieś pobiec. Mama powiedziała mi o największym biegu w naszej okolicy - Run the Reagan. Tam było 5 kilometrów i to bardzo blisko naszego domu. Mama biega tam co roku, najczęściej 10 kilometrów.
W tym roku pobiegłyśmy wszystkie trzy - mama, moja 5 letnia siostra Anetka i ja. Każda z nas pobiegła w innym biegu. Pierwsza pobiegła mama na 10 kilometrów i z wynikiem 52.07 była druga w swojej kategorii.
Kiedy przyjechaliśmy autem na start (razem z tatą , Anetką i moim starszym bratem Patrykiem), mama była już po biegu.

Zaraz był start na 5 kilometrów. Tata zaprowadził mnie prawie na sam początek. Było tam bardzo wielu biegaczy (ponad 600 osób). Ruszyliśmy powoli ale tata cały czas przypominał mi, żebym nie szalała, bo będą górki. Koło mnie biegły jeszcze dwie dziewczynki z tatusiami. Chciałam biec z nimi ale tata powiedział mi, żebym zwolniła i biegła krótszym krokiem, bo właśnie zaczęła się spora górka. Te dwie dziewczynki zaczęły się oddalać. Było trochę duszno i zachciało mi się pić.
Potem było z górki i wtedy miałam tylko wydłużyć krok, żeby dogonić te dziewczynki. Tata powiedział, że biegłam leciutko jak sarenka. Zaraz był nawrót i podawano wodę. Zatrzymałam się na sekundę, złapałam kubeczek z wodą, wypiłam łyczek a resztę wylałam sobie na głowę. Pomogło!

Teraz znowu było pod górkę i to dość długo i stromo. W dodatku odsunęły mi się suwaczki w bucikach i zaczęłam strasznie klapciać. I znowu zatrzymałam się na chwileczkę, żeby je zasunąć. Zaraz potem dogoniłam te dwie dziewczynki, które były już bardzo zmęczone. Jedna z nich, w zielonym stroju, nagle się zerwała i uciekła mi. Chciałam za nią pogonić ale tata powiedział, że jest jeszcze za wcześnie. Na zakręcie było już z górki i wtedy zaczęłam przyspieszać. Biegłam długim krokiem po żółtej linii jezdni, żeby złapać odpowiedni rytm (tak mówił tata). No a na samym końcu zobaczyłam metę i usłyszałam bardzo fajną muzykę. To była melodia z filmu Rocky. Wtedy zaczęłam biec jeszcze szybciej a tata zaczął krzyczeć, że biegnę fantastycznie. Czułam się jakbym leciała w powietrzu!

Na mecie miałam czas 30:29 i byłam druga w swojej kategorii poniżej 10 lat (mam teraz 8 lat). Dostałam przepiękną nagrodę - pozłacany bucik ze skrzydełkami - dokładnie tak jak czułam się biegnąc do mety.

Na koniec mama pobiegła z Anetką (5 lat) na 1 milę. No i Anetka wcale się nie zmęczyła i przez resztę dnia przeszkadzała mi, chociaż byłam bardzo zmęczona. Mama mówi, że następnym razem Anetka też musi pobiec na 5 kilometrów.


No a następny bieg już w piątek wieczorem. Już się nie mogę doczekać!

Komentarz Wojtka:

Zawody pod nazwą Run the Reagan są organizowane od około 10 lat. Na tę okazję główna arteria naszego powiatu - Ronald Reagan Parkway jest zamykana na 24 godziny, począwszy od północy w piątek aż do północy w sobotę. W tym okresie organizatorzy przygotowują trasę, na której odbędzie się rano kilka biegów na dystansach od półmaratonu, poprzez 10 kilometrów, 5 kilometrów i jedną milę (w kolejności startowej). Przez jakiś czas rozgrywano nawet mistrzostwa Georgii w maratonie, ale zaprzestano tej konkurencji.

Po zakończeniu zawodów mieszkańcy powiatu Gwinnett korzystają z okazji zamknięcia szosy, by pospacerować, pobiegać w grupkach i rodzinnie, pojeździć na wrotkach i rowerach.
Zawody te są kulminacyjną imprezą sezonu a dochód jest przeznaczany na cele charytatywne. W tym roku na starcie biegów i jazdy na wózkach inwalidzkich stanęło z górą 1000 osób, w przeważającej części mieszkańców powiatu Gwinnett.

Kompletne wyniki są tu: http://www.ggrr.org/index.htm

PS. W piątek wieczorem (w biegu, na który Ania nie mogła się doczekać) padł następny rekord - Ania pobiegła 30:08 i w tej chwili jest to jej nowa życiówka.

Przed nami kolejne biegi.

Opracowali: Ania Wysocka z tatą (listopad 2002)
Zdjęcia: archiwum autorów