wyjście
Powrót na poprzednią stronę

Z Atlanty donoszą:

Początek 2003 na biegowo

Relacja Anii Wysockiej::

No i mamy początek Nowego Roku. Mama powiedziała, ze powinniśmy go rozpocząć na sportowo, żeby reszta była podobna.
No ale teraz, w zimie to nie jest takie łatwe. Przede wszystkim w zimie jest ciemno prawie aż do ósmej rano i bardzo chce się dłużej pospać. O ile w lato wstawałam dość często o siódmej to teraz śpię czasem aż do jedenastej. No i w rezultacie aż od października nie biegałam, za wyjątkiem zabaw z moja młodszą siostra Anetką, którą wszyscy nazywamy "Bejbuskiem" ( od "baby").
W Noc Sylwestrową w ogóle nie czekałam na północ, tylko grzecznie poszłam spać, żeby obudzić się wypoczęta na bieg.
 
Z domu wyjechaliśmy dosyć wcześnie, żeby zdążyć na dwunastą. No ale tata jechał jak zwykle swoimi skrótami, które i tak zawsze muszą okazać się dłuższe. No wiec trochę pobłądziliśmy a jak już znaleźliśmy miejsce zawodów, to było już tam bardzo dużo osób.




Przy zapisach był duży tłok i zajęło nam trochę czasu by wypełnić papierki, dostać numery i koszulki. Jak skończyliśmy, ruszył bieg na mile, w którym miał biec Bejbusek. Tata poszedł z nią na start ale już nikogo nie było. Bejbusek nie wiedział czy ma biec czy się wrócić ale zobaczył na zakręcie ostatnie dzieci i zaczął je gonić. Potem się okazało, że Bejbusek przegonił połowę osób w tym biegu. Każdy, kto go ukończył dostał ładną wstążeczkę.




Zaraz po zakończeniu biegu na mile, razem z mamą wystartowałyśmy do biegu na 5 kilometrów. Biegło chyba kilkuset biegaczy bo od razu ruszył bieg na 10 kilometrów.
Razem z mamą biegłyśmy sobie obok pani z pieskiem, który wabił się Boston. Na trasie były duże górki i zaraz po pierwszej poczułam się zmęczona. Nie biegło mi się już tak dobrze jak w lato i ze dwa razy musiałam podejść.
Przed metą czekał na nas tata z aparatem i pstryknął zdjęcie. Chciał jeszcze zrobić mi zdjęcie na mecie ale mu nie pozwoliłam uciec. Na finiszu zawsze szybko biegnę.




Po biegu wszyscy poczuliśmy się bardzo głodni. Wpisowe było niewielkie więc było tylko picie i nic do jedzenia. Pojechaliśmy więc do naszej ulubionej pizzerii i każdy zjadł po kilka porcji.
 




Następne zawody 18 stycznia. Jeszcze nie wiem czy będę chciała pojechać bo to są moje urodziny i pogoda też może być nieciekawa. Ale zobaczymy.

Opracowali: Ania Wysocka z tatą (styczeń 2003)
Zdjęcia: archiwum autorów