Janusz Kalinowski, jak zwykle gromił osoby, które nie dopełniają formalności w sekretariacie zawodów. Poza tym chcąc usprawnić organizację zawodów
wziął sprawy "jeszcze bardziej w swoje ręce" i mogliśmy zobaczyć go w sekretariacie zawodów, jak przyjmował zgłoszenia
i na mecie jako sędziego czasowego. Machanie pistoletem przed startem nikogo nie przestraszyło, gdyż
pomni poprzedniego dużego biegu w Warszawie, zakładaliśmy, że nie wypali tak prędko.