Z wielkimi nadziejami oczekiwaliśmy na ostatni bieg w ramach Grand Prix Ursynowa.
Z jednej strony ostatnia szansa na poprawienie lokaty w klasyfikacjach końcowych,
a z drugiej coraz lepsza pogoda i większy wigor w narodzie.
Chcąc lepiej przygotować się psychicznie do zawodów udałem się na trasę w piątek w
południe na mały rekonesans po trasie biegu. Interesowała mnie nawierzchnia w celu
dobrania odpowiedniego obuwia. Drogi były lekko błotniste, ale na długich odcinkach
zalegał lód i zmrożony śnieg. Uznałem, że buty z kołkami będą odpowiednie, aby w miarę
sprawnie pokonać trasę czując trochę w nogach półmaraton w Wiązownie.
W sobotę, jak zwykle w szkole spory ruch przy rejestracji. Duża grupa zawodników
przyjechała autokarem. Ku mojemu bardzo miłemu zaskoczeniu okazała się nią kadra narodowa
biegaczy na orientację, którzy w tym czasie przebywali w Warszawie na konsultacjach.
Zapowiadała się super ciekawa konfrontacja w biegu przełajowym.
W lesie niespodzianka in minus. Bardzo ciepła noc i dzień zrobiły swoje. Błoto stało się
jeszcze bardziej błotniste, a z lodu i śniegu zostały tylko wspomnienia. Zapowiadała się
wspaniała "borowinowa" kuracja. Temperatura wysoka, słońce wiosennie grzeje - dla wielu to
sygnał, aby zrzucić zbędne, do tej pory używane do biegania odzienie.
Tradycyjnie udałem się na rozgrzewkę zapoznając się z nawierzchnią i obierając taktykę biegu.
Uznałem, że będzie można obrać wariant środka drogi bez względu na występujące kałuże i błoto.
Tą jakże ważną pracę myślową zakłóciło mi duże stado gęsi lecące z charakterystycznym gęganiem w dwóch
efektownie prezentujących się kluczach. A więc wracają - znak wiosny.
Na starcie tłok. Wliczając biegaczy na orientację stało nas około 200. Rekordy trasy były
zagrożone i dlatego trzeba było ustawić pierwszą linię zawodników zgodnie z wytyczoną trasą,
co też w końcu się udało.
Start!!!