wyjście
Powrót na poprzednią stronę

Grand Prix Warszawy - 25 czerwca 2002
Bieg Reeboka
Czy wiecie ilu zawodników zagranicznych bierze udział w naszych gonitwach w Lesie Kabackim?
Otóż było ich dwudziestu z dziewięciu państw świata: Meksyku, USA, Taiwanu, Nowej Zelandii, Izraela, W.Brytanii, Francji, Niemiec i Szwecji. Tym dwudziestym pierwszym jest Pan Osten Hansson ze Szwecji (na zdjęciu w środku), który po raz pierwszy wystartował w Grand Prix Warszawy.
Został odpowiednio pozytywnie umotywowany do biegu przez dwójkę moich przyjaciół z KB Orientuz: Bożenę Miasojedow i Bogdana Barewskiego.
Osten, Good Luck during running in Warsaw!!!
 
To było ostatnie spotkanie przed wakacjami w Lesie Kabackim. Ten fakt oraz nazwa sponsora nagród - Reebok - była powodem sporej frekwencji. Chociaż i pogoda dostroiła się do naszych oczekiwań. Był ciepły, suchy wieczór, jakże inny od poprzedniego biegu rozgrywanego na dość mokrym podłożu. Nic dziwnego, że padło wiele indywidualnych rekordów trasy.
Między innymi pokazana na zdjęciu dwójka moich przyjaciół osiągnęła najlepsze swoje wyniki. Bożena złamała 56min, a Bogdan wynikiem 36:20, oprócz pobicia swojego rekordu życiowego osiągnął najlepszy w swej kategorii wynik w tym roku. Swoją postawą na trasie wzbudził podziw młodszej generacji biegaczy, którzy mocno go naciskali, ale nie dali rady.

Bogdan: "Byłem dzisiaj bardzo mocno zdeterminowany. Wiedziałem, że mogę osiagnąć bardzo dobry wynik, chociaż ostatnio trochę chorowałem. Ale wynik w półmaratonie w Bukowej (1:21min - przyp. red) nastrajał mnie optymistycznie. Niestety biegłem większość dystansu sam, a na finiszu czułem za plecami oddechy mocno napierających zawodników. Myśląc, że to mój główny konkurent do zwycięstwa w kategorii wiekowej dawałem z siebie wszystko."
Ziut: "Zaczyna się sezon wakacyjny. Jakie masz dalsze sportowe plany?"
Bogdan: "Jak wiesz startujemy (z Bożeną - przy. red) u Zenka w Ciechanowie i w Łomży. W najbliższym czasie biegniemy 15km Opinogóra-Ciechanów a tydzień później kolejny bieg z cyklu Grand Prix Łomży."
Ziut: "A coś mocniejszego?"
Bogdan: "W połowie sierpnia wybieramy się do Reykjaviku. Mam zamiar wystartować w maratonie i zrobić wynik poniżej 3 godz. A poza tym chcemy odwiedzić tą oryginalną wyspę."
Ziut: "Świetny pomysł. Muszę Cię namówić na reportaż z tej wyprawy."
Bogdan: "Masz to załatwione. A teraz zróbmy jeszcze jedno kółko."

(rozmowę przeprowadziliśmy w trakcie kilkukilometrowego truchtania po biegu).



Wracając do samochodu spotykam Wojtka Staszewskiego niezmiernie zadowolonego.

Z.: Coś taki zadowolony? Dobrze Ci poszło?
Wojtek: Pewnie. Zrobiłem życiówkę.
Z.: Ty też?
W.: A co? Ty też się poprawiłeś?
Z.: Nie tym razem. Ale opowiedz jak się do tego wydarzenia przygotowywałeś.
W.: Wiosną trenowałem bardziej do maratonów, ursynowskie dziesiątki traktowałem przygotowawczo. Ale w czerwcu postanowiłem przyłożyć się do zrobienia życiówki na 10 km. Szczególnie, że to być może ostatnia okazja - w tym roku kończę 35 lat. W biegu dwa tygodnie temu zabrakło mi szybkości w końcówce, mnóstwo straciłem na ostatnich dwóch kilometrach. Do szczęścia brakowało mi jednej minuty. Dołożyłem w treningu trochę mocnych interwałów i w biegu 25 czerwca znów ostro zacząłem - ale tym razem wystarczyło mi sił na finisz. Dziękuję też rywalom, którzy naciskali mnie z przodu i z tyłu.
Z.: Gratuluję rekordu. Wynik poniżej 38 min (37:51) budzi uznanie. Zmobilizowałeś mnie do poprawienia mojego rekordu, który jest gorszy od Twojego.
W.: Patrząc na Ciebie nasunęło mi się pytanie. Do którego roku życia można poprawiać rekordy życiowe (nie chodzi mi o sytuacje, kiedy ktoś zaczyna biegać po pięćdziesiątce, ale o stały, mocny, wieloletni trening)?
Z.: Bardzo ciekawe pytanie. Ja dzisiaj Ci nie odpowiem na nie. Może znajdą się chętni? Wojtek, dziękuję za rozmowę.

na początek
Na początek